Wynika z niego jasno, że rzecznik Platformy Obywatelskiej był obecny już przed rozpoczęciem konwencji i w trakcie haniebnych występów swojego protegowanego, obrzydliwie rechotał, wyraźnie ubawiony całą sytuacją. Nie dość więc, że uchybił powinności każdego mężczyzny obowiązanego przecież do obrony godności publicznie lżonych kobiet, ale próbuje równie obleśnie wyślizgać się ze skandalu za pomocą ordynarnego kłamstwa. Dobrze, że Polacy przestali się zgadzać na podobne „standardy” postępowania.