Sądy bowiem mają być wolne od władzy, ale tylko wtedy, gdy władzę trzymają z woli wyborców akurat oni. Bo jeśli rządzić będziemy my, wówczas notatki wyciągnie się z szuflady i zrobi się z nich użytek. Radykalnie i bezwzględnie o wolność walczą cały czas połączone siły wyborczej gazety, filmowej elity oraz wyzwolonego profesorstwa feministycznego. Tym razem petycją z podpisami Geberta, Holland oraz Środy. W ramach walki o podstawową („naszą”) wolność głoszenia poglądów towarzystwo skierowało petycję do dyrekcji warszawskiego kina Wisła. Kino bowiem, najwyraźniej nie wyczuwając, że wolność głoszenia poglądów w czasie walki o wolność głoszenia poglądów podlega restrykcyjnej reglamentacji, wynajęło swoją salę na występ Wojciecha Cejrowskiego. Sygnatariusze petycji w tej sprawie nie dopuszczają do siebie myśli, że zgoda na występ może być „wyrazem przyzwolenia ze strony Dyrekcji kina i jego personelu na nieskrępowaną artykulację poglądów w przestrzeni kulturalnej Stolicy”. Wolność artykulacji poglądów obowiązuje, jak wiadomo w „Stolicy”, jednak chodzi o poglądy „nasze”. „Wasze” są przecież „antyhumanistyczne, w szczególności – ksenofobiczne, rasistowskie, homofobiczne, seksistowskie i religijnie fundamentalistyczne”, a więc jako takie nie kwalifikują się do prezentowania w sali kina Wisła ani żadnej innej sali, chyba że pustej. Gdyby „Dyrekcja kina” nie zrozumiała, że sprawa jest poważna, bojownicy o wolność („naszą”) na końcu uprzejmego pisma dodali, że o skandalicznym nadużyciu wolności głoszenia poglądów poprzez umożliwienie głoszenia poglądów donoszą również „instytucjom partnerskim z branży kulturalnej”. Żeby zapamiętały i może dodatkowo zanotowały. Jeszcze dalej w walce o wolność posunęła się awangarda świata akademickiego. Profesor Marcin Matczak po powrocie z tarczą z Brukseli, gdzie informował zatroskany świat i Guya Verhofstadta o stopniu, w jakim w Polsce niszczone są wolności konstytucyjne, postanowił rozprawić się z felietonistą „Gazety Polskiej” Piotrem Wielguckim, roznosząc go w pył w trakcie „intelektualnego solo”. Matczak do walki o („naszą”) wolność od „języka nienawiści” zaprzągł konstytucyjną wolność nauki i autonomię uczelni wyższych. Zapowiedział Wielguckiemu, że jego nienawistne tweety prześle swoim kolegom z wydziału prawa, na którym studiuje córka Wielguckiego, żeby ci tak dokładnie z nią je przedyskutowali, by po powrocie do domu tatuś zapiszczał. Ktoś mógłby pomyśleć, że taka zagrywka to cios poniżej pasa, że Matczak zamiast w Wielguckiego, wali prawym prostym w stojącą obok jego córkę. Nic bardziej mylnego. Profesor Matczak mówi, że to nie prawy prosty, tylko zwykły „eksperyment myślowy”. W końcu wolność prowadzenia „eksperymentów” to również „nasza” wolność konstytucyjna. Zwłaszcza jeśli są to eksperymenty na „waszych” dzieciach.