Występował w najważniejszych filmach dwudziestolecia międzywojennego: „Czy Lucyna to dziewczyna?”, „Paweł i Gaweł”, „Piętro wyżej”; zaśpiewał największe przeboje: „Ach, śpij kochanie”, „Umówiłem się z nią na dziewiątą”, „Już taki jestem zimny drań”. Występował w słynnych warszawskich kabaretach: Qui Pro Quo czy Morskim Oku. Przed wybuchem wojny był u szczytu popularności, uwielbiany przez kobiety, zdobył tytuł „króla elegancji”. Wylansował tweedowe marynarki z luksusowego sklepu Old England. Otworzył przy ul. Foksal w Warszawie kawiarnię Cafe Bodo. Kiedy wybuchła wojna wyjechał do Lwowa, gdzie pracował w zespole Tea-Jazz, prowadzonym przez Henryka Warsa. W 1941 r. Bodo został aresztowany przez NKWD, pod zarzutem szpiegostwa. Jego dalsze losy długo pozostawały nieznane. W PRL-u oficjalna wersja jego śmierci głosiła, że zastrzelili go Niemcy po wkroczeniu do Lwowa. Dopiero Stanisław Janicki (autor programu „W starym kinie”) dotarł do wspomnień muzykologa polskiego pochodzenia Alfreda Mirka, który w 1943 r. w więzieniu NKWD na moskiewskich Butyrkach zetknął się z Bodo.

Aktor był tam już od dwóch lat, po aresztowaniu we Lwowie, przewieziono go do Moskwy, ale w więzieniu nikt go nie przesłuchiwał, jakby o nim zapomniano. W chwili spotkania z Mirkiem był w ciężkim stanie, bardzo osłabiony, nerki odmawiały mu posłuszeństwa. Aby oszukać głód, pił duże ilości wody z solą. Pewnego dnia został zabrany z celi. Kilkanaście miesięcy później Alfreda Mirka wywieziono do łagru i tam spotkał więźnia, który był świadkiem śmierci polskiego aktora. W kotlaskim łagrze lekarze zdiagnozowali u Bodo pelagrę. Był wyniszczony, chory i wychudzony. W raporcie lekarskim napisano o „ciastowości nóg, skórze łuszczącej się na całym ciele, licznych odparzeniach w okolicy pośladków i zwiotczeniu mięśni”. Zmarł 7 października 1943 roku. Obozowy lekarz wpisał do rejestru zgon z powodu gruźlicy płuc i pelagry. Ciało wrzucono do zbiorowego grobu.