W Wolnym Miastu Gdańsk pod koniec lat 30. zaczęły nasilać się prześladowania Polaków, dlatego polskie władze postanowiły wzmocnić placówki pocztowe na terenie Gdańska. Najważniejszą z nich był Polski Urząd Pocztowo-Telegraficzny nr 1. Oddelegowano do niego ppor. rezerwy, inż. Konrada Guderskiego, który miał przygotować placówkę do ewentualnej obrony.

Atak Niemców na Pocztę Gdańską.

Atak niemiecki rozpoczął się 1 września 1939 r. o godz. 4.45, równocześnie z rozpoczęciem ostrzału polskiej składnicy wojskowej na Westerplatte. W placówce przebywało wówczas 58 Polaków, głównie urzędników pocztowych, ale w budynku byli też dozorca, jego żona i ich 11-letnia wychowanica. Pocztowcy dysponowali kilkoma ręcznymi karabinami maszynowymi, pistoletami oraz niewielką ilością granatów.

Ok. 180 policjantów i esesmani (nie wiadomo ilu ich było) podczas pierwszego szturmu wysadzili część jednej ze ścian budynku i kilku z nich zdołało wedrzeć się do środka, ale pocztowcy ich odparli. Zginął wówczas dowódca obrony – ppor. Guderski, a jego rolę przejął Alfons Flisykowski.

Atak został wznowiony po sprowadzeniu dział oraz wozów pancernych. Z powodu zniszczeń budynku Polacy schronili się w piwnicy. By zmusić ich do kapitulacji, hitlerowcy podpalili budynek tłocząc do piwnic benzynę przywiezioną w cysternie straży pożarnej.

W ogniu zginęło czterech pocztowców, a wielu odniosło rany. Dopiero po godz. 18, załoga postanowiła się poddać. Dwóch pierwszych obrońców, którzy wyszli przed budynek, zostało zabitych. Kilku uciekło, reszta trafiła do niewoli. Pocztowcy odpierali niemieckie ataki przez około trzynaście godzin, dwukrotnie dłużej niż wynosiły założenia Sztabu Głównego Wojska Polskiego. Według najnowszych ustaleń dokonanych przez historyka IPN Jana Daniluka, w sumie w walce – od kul, ognia i innych obrażeń, zginęło ośmioro obrońców: tożsamości dwóch z nich – ofiar pożaru, nie udało się ustalić. Niedługo po kapitulacji, na skutek odniesionych ran, zmarło pięć kolejnych dorosłych osób oraz 11-letnia wychowanica pocztowego dozorcy, która została spalona miotaczem płomieni. Wojnę przeżyło pięciu, którzy uciekli.

Straty po stronie niemieckiej nie są znane, choć – ze źródeł, do których dotarł Daniluk, wynika, że w akcji mogło zginąć oraz odnieść rany w sumie 35 osób.

We wrześniu 1939 r. 38 obrońców poczty stanęło przed niemieckim sądem wojennym, który wbrew międzynarodowym konwencjom i lokalnemu prawu, skazał ich na śmierć za „działalność partyzancką”. 5 października hitlerowcy rozstrzelali skazanych. Ciała pochowano w nieoznaczonym miejscu. Przez długie lata wiadomo było tylko, że znajdowało się ono w pobliżu ówczesnego gdańskiego lotniska.

W 1991 r. w czasie prac budowlanych na gdańskim osiedlu Zaspa, natrafiono na zbiorową mogiłę, w której, jak się okazało po badaniach antropologicznych, pochowano rozstrzelanych pocztowców. 4 kwietnia 1993 r. dokonano ich powtórnego pochówku na Cmentarzu Ofiar Hitleryzmu w Gdańsku, gdzie spoczywają m.in. zamordowani kolejarze i celnicy z Szymankowa oraz działacze polscy Wolnego Miasta Gdańska. W maju 1998 r. Krajowy Sąd w Lubece uniewinnił obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku, skazanych na śmierć i rozstrzelanych. Sąd uznał, że we wrześniu 1939 r. na terenie Wolnego Miasta Gdańsk nie obowiązywało prawo wojenne III Rzeszy, na mocy którego – i to „z rażącym naruszeniem” tych przepisów – skazano polskich obrońców gdańskiej poczty. Lubecki sąd stwierdził, że postępowanie członków sądu, który wydał wyrok na pocztowców, można zakwalifikować jako zbrodnię sądową („justizmord”).