Zdzisław Broński urodził się w 1912 r. w Radzicu Starym w powiecie lubartowskim. Ukończył szkołę powszechną i gimnazjum. W 1934 r. rozpoczął służbę wojskową w 50 Pułku Piechoty we Włodzimierzu Wołyńskim. Tuż przed wybuchem wojny pracował na rodzinnym gospodarstwie. Można powiedzieć, że był typowym przedstawicielem pokolenia wychowanego w II Rzeczpospolitej, dla którego fundamentem była tradycja i szacunek do historii. Tak pisał o powstańcach styczniowych i o swoim losie: „Oni mieli tyranów Moskali, a my mamy tyranów bolszewików. Niewiele się zmieniło. Pamiętam z jaką czcią i zaciekawieniem patrzyłem na spotykanych przed wojną weteranów. […] Widok siwych włosów, przygarbionych wiekiem postaci w granatowych uniformach przemawiał do mnie silniej niż wykłady historyczne w szkole. Albo to opowiadanie z tamtych czasów, które słyszałem od swego ojca, ojciec słyszał to znów od swego ojca, a mego dziadka. W tych terenach walczyli powstańcy. Ukrywali się po lasach, nocą przychodzili do wsi po żywność. Po walkach widywano rannych i spotykano świeże mogiły…”.

Przeciwko Niemcom

W trakcie kampanii wrześniowej Broński trafił do niemieckiego stalagu, z którego uciekł i jesienią 1940 r. wrócił w swoje strony. Niemal od razu angażuje się w działalność konspiracyjną, najpierw jest to Polska Organizacja Zbrojna, a następnie Armia Krajowa. Pod pseudonimem „Zdzich”, a później „Uskok” dowodzi plutonem w Radzicu Starym. Choć teren jest trudny to działalność partyzancka nabiera rozmachu „Ożywia się praca podziemna, wyroki sądów podziemnych na niektórych katach niemieckich i polskich zdrajcach, propaganda, ulotki, ostrzeżenia, sabotaż i dywersja” – notował. W trakcie akcji „Burza” w lipcu 1944 r. jego oddział liczący ok. 60 ludzi walczył z Niemcami m.in. w rejonie Ludwina w powiecie łęczyńskim. W tym czasie współpracował też z przybyłą na te tereny 27 Wołyńską Dywizją Piechoty AK. O jej żołnierzach, podstępnie rozbrojonych i aresztowanych przez Sowietów pod Skrobowem, pisał z nieskrywanym uznaniem: „Oni bili już wszystkich: Niemców za Oświęcim, Majdanek, Dachau… Ukraińców za mordowanie swych własnych rodzin i palenie wiosek polskich. I Sowietów za Syberię i Katyń. Zwłaszcza Sowietów, których poznali wcześniej od nas”. Wkrótce i „Uskok” miał na własnej skórze przekonać się co znaczy Armia Czerwona.

Na terenach tzw. Polski Lubelskiej kontrolowanej przez Sowietów i NKWD, gdzie instalowano system komunistyczny zapanował bezwzględny terror. „Jest faktem niezaprzeczalnym, że powodem powstania partyzantki były bezwzględne i krwawe metody komunistyczne” – pisał. Szybko pozbawił się złudzeń. W sierpniu 1944 r. nie widząc szans dalszej walki, rozwiązał swój oddział. Próbował wrócić do normalnego życia, ale widząc kolejne aresztowania i represje, czując, że i wokół niego zaciska się pętla, wraca do konspiracji.

Przeciwko czerwonej powodzi

Przestaje wierzyć w kolejne obietnice i amnestie ogłaszane przez komunistów. Nie może się pogodzić z czerwoną propagandą: „Nie przypuszczałem, że moje wysiłki w niesieniu pomocy Ojczyźnie będą traktowane jako praca dla Hitlera”. Wiosną 1945 r. „Uskok” odtwarza swój oddział partyzancki, który zostaje podporządkowany Delegaturze Sił Zbrojnych, a później organizacji Wolność i Niezawisłość. Jego działania wymierzone są w „nową władzę”. Likwiduje kapusiów, gorliwych milicjantów i funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Stara się chronić miejscową ludność przed represjami i terrorem. Stacza potyczki z oddziałami Korpusu Bezpieczeństwa Publicznego. Do najgłośniejszych akcji należy m.in. rozstrzelanie 11 ubeków, milicjantów i pepeerowców w Spiczynie, w maju 1945 r.; opanowanie wspólnie z oddziałem Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” posterunku MO w Łęcznej i rozstrzelanie miejscowych kolaborantów; atak na Puchaczów, gdzie zabito 21 osób wybierając, jak zapisał „najbardziej winnych. Zrobiło to wrażenie na komunistach. Rozdmuchano ten fakt okropnie. Z naszego punktu widzenia była to robota może zbyt krwawa, ale konieczna”. Wzrost czerwonego terroru spowodował zmianę taktyki Brońskiego. Od 1947 r. ukrywa się w schronie wybudowanym pod stodołą u Wiktora i Katarzyny Lisowskich w miejscowości Dąbrówka (obecnie Nowogród). Oddział podzielony został na mniejsze grupy, a „Uskok” zbiera meldunki z okolicy i wydaje rozkazy.

Pętla

Niestety pętla wokół niego zaciskała się, czego zresztą miał świadomość. Pod datą 5 kwietnia 1949 zapisał : „Lawina nieszczęść nieubłaganie nas dosięga i pochłania ofiary”. To początek opisu akcji UB, które w nocy z 2 na 3 kwietnia otoczyło gospodarstwo państwa Zarzyckich, gdzie na spotkaniu obok „Uskoka” przebywali Stanisław Kuchciewicz „Wiktor” i Edward Taraszkiewicz „Żelazny”. Partyzantom po walce udało się ujść obławie. Ubecy aresztowali Zarzyckich, nie miało znaczenia to, że Stefania była w siódmym miesiącu ciąży. Poddano ją brutalnemu śledztwu, w więzieniu urodziła córkę i wkrótce zmarła. Władysław skazany został na 15 lat więzienia, na wolność wyszedł w 1956 r. Szczątki Stefanii Zarzyckiej odkryto w październiku 2017 r. „Została zidentyfikowana, moje DNA, mam Mamę, szczęście mnie otoczyło” – to słowa Magdaleny Zarzyckiej-Redwan, która przez całe lata – najpierw w więzieniu pod opieką zamkniętych tam kobiet, a potem w domu dziecka – żyła z odium „córki bandytów”. Podobnie zresztą jak urodzony w 1947 r. syn „Uskoka” – Andrzej Broński.

Zdrada

21 maja 1949 r. MO, UB i KBW otoczyło bunkier, w którym ukrywał się „Uskok”. Przez kilka godzin próbowano go namówić do poddania się, w końcu nie chcąc być wzięty żywcem kpt. Zdzisław Broński „Uskok” rozrywa się granatem. Zdradził go Franciszek Kasperek „Hardy”. Wydał on UB Zygmunta Liberę „Babinicza”, który po brutalnych torturach zdradził miejsce ukrywania się „Uskoka”.

Pod majową datą 1949 r. w pamiętniku Brońskiego znajduje się ostatni wpis: „Polska tonie w czerwonej powodzi… Istnieje przysłowie, że <tonący brzytwy się chwyta>, jakże ono obecnie pasuje do wielu Polaków! Toniemy – a nadzieja, której się chwytamy pozostaje niestety tylko przysłowiową brzytwą”.