Na wstępie, Drogi Czytelniku, należy Ci się wyjaśnienie. Nie mam pojęcia, co Hanna Gronkiewicz-Waltz nuci pod prysznicem i szczerze mówiąc, zupełnie mnie to nie interesuje. Tytuł felietonu rządzi się jednak swoimi prawami i dobrze jest, jeśli przykuwa uwagę... A ten przykuwa, prawda?

Nie będziemy tracić czasu na debatę nad zjawiskiem clickbaitu, czas przejść do pierwszego notowania Niecodziennej Listy Przebojów. Co tydzień będę prezentował kolejne utwory i łączył je z konkretnymi wydarzeniami lub osobami ze świata polityki i mediów. Od kogo zaczniemy? No właśnie... Od Hanny Gronkiewicz-Waltz!

Kalendarz wyborczy jest nieubłagany, a wrzesień to dobry czas na przypomnienie prezydent stolicy, że pora już pakować swoje rzeczy i planować wyprowadzkę z ratusza. Z pewnością nie będzie to łatwe dla kogoś, kto od 2006 r. zdążył się tam już zadomowić, dlatego – żeby umilić, a przede wszystkim usprawnić cały ten proces – proponuję włączyć piosenkę zespołu Republika z Grzegorzem Ciechowskim o niezwykle znamiennym tytule „Biała flaga”. Jakiż trzeba było mieć talent, żeby na początku lat 80. (od 1982 r. ten utwór już wybrzmiewał na szczytach listy przebojów Radiowej Trójki) napisać piosenkę, która proroczo wręcz opisze sytuację, w jakiej znajdzie się kiedyś Hanna Gronkiewicz-Waltz!

Przyjrzyjmy się bliżej warstwie tekstowej:

„Gdzie oni są?
 Ci wszyscy moi przyjaciele, -ele, -ele, -ele, -ele, -ele
 Zabrakło ich
 Choć zawsze było ich niewielu, -elu, -elu, -elu, -elu, -elu
 Schowali się
 Po różnych mrocznych instytucjach, -ucjach, -ucjach, -ucjach, -ucjach, -ucjach
 Pożarła ich
 Galopująca prostytucja, -ucja, -ucja, -ucja, -ucja, -ucja
 Gdzie są moi przyjaciele?
 Bojownicy z tamtych lat
 Zawsze było ich niewielu
 Teraz jestem sam”.

A teraz wróćmy do prezydent stolicy. Po tylu latach rządzenia Warszawą ewidentnie popadła ona w niełaskę. Jej „przyjaciele, -ele, -ele, -ele, -ele, -ele” z władz Platformy Obywatelskiej postanowili najwyraźniej nie dawać jej kolejnej szansy. Musiała ogłosić, że w kolejnych wyborach samorządowych kandydować nie będzie. Złośliwi i tak twierdzą co prawda, że kandydatura Rafała Trzaskowskiego to walka o taką zakamuflowaną czwartą kadencję pani prezydent, zwanej przez lata pieszczotliwie Bufetową. Ale ktoś, kto oglądał konferencję prasową, na której Grzegorz Schetyna i Hanna Gronkiewicz-Waltz oficjalnie komentują doniesienia dotyczące afery reprywatyzacyjnej w Warszawie, nie powinien mieć wątpliwości, że to właśnie tekst „Białej flagi” był tym, co prezydent Warszawy wolałaby wykrzyczeć przed kamerami. Tak się jednak nie stało. Gdy robiła ona dobrą minę do złej gry, lider PO wyznaczył jej dozór „kuratora” w postaci swojego zaufanego człowieka Witolda Pahla w roli wiceprezydenta, a groźba odsunięcia jej od władzy przez Prawo i Sprawiedliwość spełniła się przewrotnie w sposób, który przewidział w tekście swojej piosenki Grzegorz Ciechowski. Dotychczasowi przyjaciele najwyraźniej dostrzegli, że ta sprawa jest już nie do wygrania, wywiesili białą flagę i zawczasu pochowali się po różnych „instytucjach, -ucjach, -ucjach, -ucjach, -ucjach, -ucjach”.

Jedno jest pewne: koncert Hanny Gronkiewicz-Waltz dobiega końca. Opada kurtyna, a bisów raczej nie przewidziano. Trzeba przyznać, że „gwiazda wieczoru” dość często grała na fałszywą nutę. Oby tylko widownia nie zażądała zwrotu kosztów biletów...

Chcesz odsłuchać opisywany w felietonie utwór? Wejdź na @GumoweUcho_ na Twitterze:


 


Tekst ukazał się w "Niecodziennej Gazecie Polskiej" - weekendowym dodatku do "Gazety Polskiej Codziennie".