„Podczas upałów jest nie tylko sucho, ale też wysoka temperatura wywołuje choroby trawy. Zimą, w trakcie mrozów, blokowany jest z kolei dopływ składników pokarmowych dla murawy. Przy sześciu stopniach można jeszcze robić jakieś opryski, nawozy posypowe wymagają dziesięciu stopni” – wyjaśnia tajniki swojej pracy.

Magiera przyznał też, że żadne podlewanie nie zastąpi solidnego deszczu, a największym problemem mogą być burze z gradem.

„To po prostu nie to samo. Brak deszczu jest oczywiście problemem. Aby boisko latem wyglądało tak, jak podczas ostatniego meczu z Zagłębiem Lubin, trzeba włożyć wiele serca i pracy. Przygotowania wymagają wielu zabiegów już od wiosny. Tę pracę murawa oddaje nam latem i zimą” – wyjaśnił.

Greenkeeper Piasta Gliwice przyznaje, że koszenie murawy odbywa się według potrzeb, zwykle na treningach trawa jest wyższa o milimetr, czasem nie jest koszona w ogóle przed zajęciami.

„A nawadniania trzeba bardzo pilnować, by nie było przesuszeń, bo wtedy zaraz trawa wyleci i pojawią się plamy, widoczne z daleka. Przed meczem uruchamiane są zraszacze w zależności od pogody i decyzji trenera. Chodzi o zapewnienie lepszego poślizgu piłki” – powiedział.

Praca przy utrzymaniu boiska piłkarskiego właściwie nigdy się kończy. Dlatego greenkeeperzy mają ręce pełne roboty, ale z drugiej strony - boiska muszą wyglądać profesjonalnie. To w końcu Ekstraklasa.

„To zajęcie od poniedziałku do niedzieli. Nie ma dni wolnych, zawsze jest coś do zrobienia – opryski, koszenie, podlewania itd.” – zakończył Magiera.