Aleksijewicz miała wystąpić w odeskim Zielonym Teatrze dzień wcześniej. Kilka godzin przed spotkaniem nazwisko pisarki zostało wniesione do bazy danych ukraińskiego projektu internetowego Myrotworec (Rozjemca), w którym wolontariusze dokumentują przestępstwa popełnione przez wspieranych przez Moskwę bojowników w Donbasie oraz dane ich zwolenników.  Myrotworec miał zarzucić Białorusince obwinianie Ukraińców o udział w Holokauście. W czwartek jej nazwiska w bazie projektu nie było. Media piszą, że zostało ono usunięte. 

Dowiedziałam się o groźbach pod adresem organizatorów dzisiejszego spotkania i mnie samej, i o tym, że oskarża się mnie, jakobym obrażała Ukraińców. Jest to niemożliwe, gdyż moja matka była Ukrainką, urodziłam się na Ukrainie i zawsze odczuwałam w sobie ukraińską krew. Jednak ze względów bezpieczeństwa dzisiejszego spotkania nie będzie. Odwołamy je

 – powiedziała Aleksiejewicz. 

Według mediów groźby pod adresem noblistki przekazano telefonicznie i miały one dotyczyć wypowiedzi pisarki z 2016 roku w bibliotece publicznej w nowojorskiej dzielnicy Brooklyn. Aleksijewicz powiedziała tam, że osoby kolaborujące na Białorusi w czasie drugiej wojny światowej z Niemcami pochodziły z Ukrainy, a najgorszy stosunek do Żydów mieli Polacy. 

Kolaboranci, którzy działali na terenie Białorusi, oni wszyscy byli z Ukrainy. Powiem więcej, nie tylko na Litwie i Łotwie niszczono Żydów, jeszcze zanim przyszli tam Niemcy. To miało miejsce również na Ukrainie. A najgorzej odnosili się do Żydów Polacy. Bywało, że księża wprost na kazaniach mówili: "Zabij Żyda"

– mówiła. 

W odpowiedzi polskie MSZ wydało oświadczenie: "Tego rodzaju stwierdzenia nie mają pokrycia w faktach i są wybitnie niesprawiedliwe oraz krzywdzące dla Narodu Polskiego. Podczas II wojny światowej karą wymierzaną przez okupacyjne władze niemieckie dla tysięcy Polaków, w tym wielu polskich bohaterskich duchownych ratujących Żydów, była kara śmierci". Głosy krytyki pojawiły się wówczas również m.in. ze strony ukraińskiego IPN.