Nie ma wątpliwości – Polska odniosła w minionym tygodniu dwa bardzo ważne sukcesy na arenie międzynarodowej. Każdy z nich poza tym, że przynosi korzyści na polu, którego bezpośrednio dotyczy, daje nam coś, czego od dawna nie doświadczyliśmy z taką intensywnością – wiarygodność. Rokowania z Izraelem poprowadzono wyjątkowo sprawnie. W tym konkretnym przypadku można nawet mówić o działaniach modelowych. W sytuacji silnego kryzysu doprowadzono bowiem do negocjacji, od początku nakierowanych na efekt dla Polski optymalny. A przecież tuż po zimowej noweli ustawy o IPN klimat nie sprzyjał akcji propolskiej, co najwyżej łagodzącej kryzys. Z Kancelarii Premiera poszła jednak odważna kontra, mimo fali medialnych ataków, presji, nikt nie stracił kontroli nad emocjami, nie uległ, nie dał się zdominować. Z wywiadu, którego prezes PiS udzielił „Gazecie Polskiej”, wiemy, że kiedy w Polsce politycy opozycji wrzeszczeli o klęsce, w zaciszu gabinetów trwały uzgodnienia pierwszej tak ważnej deklaracji podpisanej pomiędzy Polską i Izraelem.

Tak działa rząd niepodległego, suwerennego kraju – chapeau bas. Swoją drogą warto w tym momencie zapytać tych, którzy tak biadolili nad załamaniem relacji na linii Warszawa–Jerozolima: skoro wcześniej było tak dobrze, to dlaczego nie pojawiło się żadne wspólne oświadczenie polsko-izraelskie tak silnie wspierające pozycję Polski?

Sprawa druga – przymusowe relokacje. Tutaj także sytuacja kryzysowa została przekuta w sukces. Dwa lata młotkowania opowieściami o matkach z dziećmi, którym odmawiamy schronienia, tyrady o karach liczonych w nie wiadomo jak wysokich sumach euro, uruchomienie wściekle atakujących rząd celebrytów – nie zmieniły oficjalnego polskiego stanowiska. Trwała konsekwentna budowa koalicji państw regionu. A to przyniosło rezultat – przymusowej relokacji nie będzie. Sprawa tzw. uchodźców rzecz jasna nadal jest problemem, ale w tym aspekcie bez dwóch zdań premier odniósł sukces.

Łączę te dwie sprawy nie ze względu na koincydencję czasową, lecz na ich konsekwencje. Obie pokazują, że Polska w kluczowych dla siebie kwestiach – i to bardzo skomplikowanych – potrafi działać i realizować własny interes. Obie sprawy po prostu budują naszą pozycję – wyłaniamy się po nich jako zdecydowany, nieulegający presji gracz. To też sygnał dla naszych partnerów z Międzymorza, w którym Polska w naturalny sposób, choćby wynikający z wielkości i potencjału, może być liderem. Akcje, których pozytywny finał został ukazany w ubiegłym tygodniu, są dowodem na to, że poprzez współdziałanie z nami również nasi partnerzy międzynarodowi mogą realizować swój interes. Jednym słowem – do tej pory pretendowaliśmy do roli lidera. Teraz pokazaliśmy, iż potrafimy się w tej roli z sukcesem odnaleźć. To niezwykle cenny kapitał na przyszłość.