Tymi metodami posługują się wyłącznie ci, którzy wyrastają z tej części polskiej sceny politycznej. Jest tak dlatego, iż celem wszelkiej maści grup wywodzących się z PRL – czy to politycznych, czy medialnych – jest eliminacja. Nie dyskusja, rywalizacja, lecz właśnie zniszczenie. Kłamstwa na temat stanu zdrowia Jarosława Kaczyńskiego mają za zadanie zasiać w wyborcach niepewność co do przyszłości partii rządzącej, a w wymiarze czysto ludzkim zadać ból, sprawić przykrość i upokorzyć. Temu służy także zamawianie sondaży z pytaniem o następcę szefa Prawa i Sprawiedliwości. Chodzi o wywołanie wrażenia, że zmiana na stanowisku lidera to już niedaleka przyszłość, że premier Kaczyński będzie musiał wycofać się z aktywności publicznej. Sondaże służą plotkom o chorobie, plotki o chorobie uwiarygodniają sondaże. A cała akcja poprzeplatana jest dodatkowo pokazami chamstwa działaczy partyjnych, którzy liczą na to, iż tą „odwagą” zasłużą na zainteresowanie postkomunistycznych mediów. Zresztą w większości przypadków ich przewidywania w tym zakresie okazują się trafne. Jednak o ile nie dziwi, że wywodzące się z bezpieki i PRL grupy ochoczo uczestniczą w tego typu działaniach, o tyle może zastanawiać fakt, iż ich rewelacje – choćby wyniki sondaży – publikują media określające siebie jako niepodległościowe, a tym samym wpisują się w scenariusz, którego celem jest uderzanie w lidera PiS metodami wprost zaczerpniętymi od Piotrowskiego i jego współpracowników.