Na Towarowej Giełdzie Energii obserwuje się ostatnio dużą zwyżkę cen energii elektrycznej w kontraktach terminowych.

Dotyczy to zwłaszcza III kwartału 2018 r., gdzie cena energii w podstawowym kontrakcie kwartalnym przekroczyła 300 zł za MWh, barierę 300 zł/MWh przekroczyły też kontrakty miesięczne na sierpień i wrzesień 2018 r. Dla porównania, przed rokiem ceny w identycznych kontraktach na III kwartale 2017 r. wynosiły w granicach 180 zł/MWh.

W ocenie prezesa Tauronu Filipa Grzegorczyka źródło tych podwyżek tkwi w polityce klimatycznej Unii Europejskiej. „Dzisiejsza cena CO2 to 16 euro za tonę, co w przypadku Polski oznacza dodatkowe 70 zł w cenie MWh energii” - powiedział Grzegorczyk. „Musimy wyraźnie powiedzieć, że ceny, jakie dziś mamy, nie są wynikiem działalności koncernów energetycznych ani wynikiem działalności rządu. Bo dziś jedna czwarta ceny to podatek ekologiczny, nakładany na Brukselę” - podkreślił prezes Tauronu.

Jego zdaniem, wzrost cen energii to w niewielkim stopniu efekt wyższych cen węgla. „Zauważamy pewien lekki wzrost. Mamy przecież własne kopalnie, od których kupujemy węgiel po cenach rynkowych. Ale wzrost ceny węgla nie przekłada się jeden do jednego na cenę energii. Na razie przekłada się tylko na obniżenie marży sprzedawcy” - ocenił Grzegorczyk.

Według niego, Unia Europejska z polityką klimatyczną idzie „za daleko, w kierunku ubóstwa energetycznego”. „Za chwilę okaże się, że energia w Polsce stanie się dobrem luksusowym” - powiedział Grzegorczyk. „Musimy apelować o większe wyważenie tego trójkąta polityki energetycznej. Nie możemy wywrócić i rynku, i bezpieczeństwa w imię klimatu” - dodał. Jego zdaniem, Polska w całości wpisuje się w unijną politykę klimatyczno-energetyczną, jest jednak kwestia punktu wyjścia, który dla Polski był inny niż dla innych państw. „Dziś mamy 80 proc. energii elektrycznej z węgla, ale jeszcze stosunkowo niedawno było to 99 proc. Transformacja musi trochę potrwać” - podkreślił Grzegorczyk.

Prezes Tauronu przypomniał, że kreatorem polityki energetycznej jest rząd, który poprzez ministra energii jasno zadeklarował, że ostatnim blokiem węglowym będzie Ostrołęka C. „A potem przed nami spora transformacja zarówno w kierunku atomu, jak i energii wiatrowej” - ocenił.