Ryzyka są bardzo poważne, bo Gdańsk z uwagi na lokalizację ma bezpośredni wpływ na stan Morza Bałtyckiego. Zagrożenie poważną katastrofą ekonomiczną miało tutaj miejsce i to zagrożenie cały czas wisi nad nami. Cały czas pobierane są próby, które pokazują znaczny przyrost substancji niebezpiecznych w wodach, które będą oddziaływać na organizmy żywe

- mówił na konferencji prasowej w Gdańsku wiceminister środowiska.

Jego zdaniem, istnieje np. „ryzyko masowego śnięcia ryb”.

W tym momencie Morze Bałtyckie nie jest skażone, ale to ryzyko cały czas istnieje. Mamy trochę szczęścia w tej bardzo trudnej sytuacji, ponieważ mamy temperaturę, która wpływa na to, że te procesy biologiczne są wstrzymane

- dodał.

Pracuje jedna pompa, jeden silnik: to trochę za mało. Biorąc pod uwagę, że tych pustych miejsc po pompach i silnikach widziałem dziś więcej. Istnieje taka instalacja, która ma określony wiek, w której w żaden sposób nie były przeprowadzane żadne testy awaryjne. Nie ma żadnych silników awaryjnych w Polsce. W żaden sposób nie zachowano zasady przezorności i ostrożności. Tutaj pozwolono na to, żeby to ryzyko funkcjonowało. Oczywiście awarie się zdarzają. Ale po to są ćwiczenia, testy, gdzie ćwiczy się sytuacje awaryjne. Tutaj sytuacji awaryjnej nie stworzono, nie było żadnego bypassu

- mówił Mazurek.

Dodał, że „skala zaniedbań i naruszeń jest na tyle istotna i duża, że w tej sprawie będą kierowane kolejne wnioski do prokuratury, także przez Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska”.

Jak powiedział, podczas swojej czwartkowej wizyty w Gdańsku widział, że w jednym z urządzeń w przepompowni używane są „stare widły”, którymi wyciąga się chusteczki zapychające pompy. 

Proszę państwa - mamy XXI wiek, sztuczną inteligencję, a w tej przepompowni po prostu widły do usuwania substancji zapychających instalację

- mówił.

Kary to jest coś, co przyjdzie (...) Kary dla tych, którzy są odpowiedzialni za tę instalację. Pół miliona za dzień to jest kwota, która jest kwotą szacunkową, ale kwotą możliwą, ale ta kwota może także wzrosnąć. Mamy tu do czynienia z bardzo ciekawym modelem zarządzania, zarządzaniem miasta i powierzenia części operatorowi. Będzie to zależało od prowadzonych dochodzeń. I one też wskażą te kierunki, gdzie będą te kary wyznaczane. Na pewno ten, kto zanieczyszcza - ta zasada w Polsce obowiązuje - płaci. I zanieczyszczający zapłaci

- zapowiedział wiceminister.

Przypomniał o organizowanym w Katowicach Szczycie Klimatycznym. 

Więc chcemy być krajem, w którym ochrona środowiska jest bardzo ważna. I też bardzo ważna jest współpraca z samorządem, ale też i samorządu z rządem. I mam nadzieję, że w tej bardzo trudnej sytuacji będziemy potrafili znaleźć wspólny język, aby ten problem usunąć

- nadmienił.