Dotyczy ono ok. 25 tys. Polaków, zarabiających co najmniej 87 tys. zł miesięcznie, i jest rozwiązaniem znanym także w innych krajach europejskich. Najbogatsi składają się (w znikomym w stosunku do swojego bogactwa stopniu) na najsłabszą grupę w społeczeństwie. Przeciwnikom tego pomysłu nie mieści się to w głowie. Solidarność? A niby czemu? W państwie, w którym elity przez lata traktowały najsłabszych w myśl hasła „śmierć frajerom”, pomysł rządu rzeczywiście może być szokujący. Widać, jak obcy jest tym środowiskom etos polskiej inteligencji. Nawet św. Jan Paweł II ze słowami: „A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni przeciw drugim. I nigdy brzemię dźwigane przez człowieka samotnie. Bez pomocy drugich” nie zostawił śladu. Dla postkomuny myślenie o wspólnocie jest zupełną egzotyką.