Brakuje jeszcze, aby Patryk Jaki poszedł do osiedlowego sklepiku, gdzie zapłaci banknotem o nominale 500 zł, którego większość Polaków nie widziała na oczy, a Rafał Trzaskowski zacznie skakać po krzesłach i bredzić o zbierającej się wodzie. Wtedy będziemy mieli już komplet. A i oczywiście konieczna jest jeszcze debata o debacie, w wyniku której starcie kandydatów w studio telewizyjnym będzie przypominać rozmowę dwóch robotów nakręcanych na sprężynę. Jeśli tempo będzie takie jak do tej pory, to z kampanią wyborczą wyrobimy się, zanim jeszcze się ona rozpocznie. Dlaczego starcie Trzaskowski–Jaki jest tak mocne już na kilka miesięcy przed wyborami? To akurat dziecinnie proste.

Zogniskowanie uwagi na tych dwóch kandydatach sprawia, że nie robi się mniej miejsca dla kogoś trzeciego. Tym kimś z pewnością może być Jan Śpiewak. Również młody, również ambitny, również przebojowy jak kandydaci partyjni, ale jednocześnie uchodzący za kogoś obok sporu politycznego i jednocześnie zaangażowanego w sprawy zwykłych warszawiaków. Czy mieszkańcy to kupią? Jest taka możliwość, gdyby kampania w majówkowym stylu jeszcze potrwała.

Pewnie jednak temperatura spadnie, a słońce przestanie tak przygrzewać. Wtedy będą liczyć się sztab i wsparcie. To akurat atut kandydatów PO i PiS.