Wielokrotnie mówili o tym publicznie w czasie posiedzeń różnych międzynarodowych instytucji. Niegdyś Tajny Współpracownik bezpieki pseudonim „Znak”, dzisiaj eurodeputowany Michał Boni w trakcie jednej z debat, dziękując unijnym urzędnikom za „stanowczość w przedstawianiu wszystkich racji”, prosił o „przybliżenie terminu”, w którym będą zajmować się Polską. Po serii podobnych donosów z troską na temat polskich reform wypowiedziała się również kanclerz Angela Merkel, mówiąc, że w temacie „praworządności w Polsce nie może trzymać języka za zębami”. Wówczas dzisiejszy kandydat na prezydenta Warszawy Rafał Trzaskowski skomentował jej słowa: „Przychodzi taki moment, kiedy kończy się cierpliwość i to naruszanie praworządności przez Prawo i Sprawiedliwość, a zwłaszcza upolitycznienie sądów, no, powoduje, że nawet kanclerz Merkel puszczają nerwy”. To niejedyny raz, kiedy politycy PO ze zrozumieniem odnosili się do prób ingerencji kanclerz Niemiec w polskie sprawy polityczne. Z równie wielką troską słuchali tego, co do powiedzenia miała kanclerz, kiedy przyjmowała ich w swojej warszawskiej ambasadzie. Nikogo nie powinno to dziwić. W końcu kluczowe ustalenia w UE podejmuje jedno środowisko. Zarówno decyzje w sprawie Polski, jak i wszystkie inne polityczne werdykty Unii w wyniku wyborów do Parlamentu Europejskiego podejmuje Europejska Partia Ludowa. Jej politykiem jest też Frau Merkel. To ta partia wskazuje szefa Komisji Europejskiej, Rady Europejskiej i innych instytucji. To właśnie ta partia jest największą siłą w Parlamencie Europejskim. A jej wiceprezesem jest Rafał Trzaskowski, co z radością obwieszczał na swoim Twitterze jego polski przełożony Grzegorz Schetyna. Ogłoszony niedawno przez Komisję Europejską pomysł, który miałby prowadzić do powiązania wypłaty unijnych środków z tak zwaną „ochroną praworządności” nie wziął się znikąd. Jest m.in. efektem przyjęcia przez Parlament Europejski rezolucji „o zagrożeniu dla demokracji, praw człowieka i praworządności” w Polsce. Podnoszący kwestię zagrożeń płynących z takich pomysłów Komisji w swojej kampanii Rafał Trzaskowski zapomina jednak o istotnym niuansie. Takim, że ta rezolucja powstała na jego komputerze. Krótko mówiąc, to partia Rafała Trzaskowskiego przekonała swoich partyjnych partnerów rządzących w Unii do kłamstwa o rzekomym braku praworządności w Polsce. W efekcie te kłamstwa teoretycznie doprowadzić mogą do utraty przez Polskę jakiejś części unijnych środków, ale wiceprzewodniczący partii, która właśnie takie decyzje podjęła, z zatroskaną miną twierdzi, że winny jest nie on, lecz jego główny polityczny oponent. Skoro mowa o Warszawie, warto wspomnieć bohatera modnej w Internecie kreskówki, która rozgrywa się na jednym ze stołecznych blokowisk. Stale przewijającym się tam motywem jest irytująca działalność donosiciela, który nie wiedzieć czemu nosi ksywkę Rudy. W jednym z odcinków Rudy zastanawia się, jak donieść na znienawidzoną Blok Ekipę, choć ta akurat tego dnia nie robiła nic nielegalnego… Odpowiedź znajduje szybko: „Wiem, skoro nic nielegalnego nie robią, to trzeba zrobić tak, żeby wyglądało, że robią”. No i wygląda.