Wyraził jednocześnie opinię, że ewentualne przedterminowe wybory parlamentarne niczego by w sytuacji politycznej nie zmieniły.

Duka nawiązał do swego wygłoszonego w ubiegłym miesiącu na mszy pogrzebowej kardynała Josefa Berana kazania, w którym skrytykował obecność prezydenta Milosza Zemana na zjeździe Komunistycznej Partii Czech i Moraw (KSCM). Jego zdaniem problemem nie była sama obecność prezydenta na zjeździe, ale to, że w kwestii przyszłego rządu partie polityczne ustąpiły z pola, dając swobodę działania ugrupowaniom określanym jako problemowe.

CZYTAJ: Czechy: Skandal z Miloszem Zemanem w roli głównej. "Tej historii nie przewidziałby nawet Havel"

Pierwsze miejsce w ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych zajął centroprawicowy ruch ANO, ale jego lider Andrej Babisz zdołał utworzyć tylko jednopartyjny rząd mniejszościowy, który nie uzyskał wotum zaufania w Izbie Poselskiej i funkcjonuje od tej pory jako rząd w stanie dymisji. Nowym rozwiązaniem ma być wspólny rząd ANO i Czeskiej Partii Socjaldemokratycznej (CSSD), któremu większość parlamentarną zapewniłoby tolerowanie go przez komunistów.

- Zasadniczym problemem nie było dla mnie to, że prezydent jest na zjeździe KSCM, lecz to, że znaczenie tej partii, która uzyskała (w wyborach) historyczne minimum głosów, jest tak duże, że może do pewnego stopnia dyktować, jaki będzie rząd i jaki będzie jego program

 - powiedział kard. Duka "Mladej Froncie Dnes".

Odniósł się także do projektu opodatkowania odszkodowań za upaństwowione po wojnie nieruchomości kościelne - za czym opowiada się Babisz, by uzyskać przychylność komunistów. Jak zaznaczył arcybiskup, odszkodowań nie można opodatkowywać, w państwie prawa nie jest to możliwe.

- Rząd nie może tego przeforsować, z prawnego punktu widzenia wszystkie analizy mówią, że jest to nie do pomyślenia

 - zaznaczył. Jednak w lutym Izba Poselska postanowiła dalej procedować zgłoszony przez komunistów projekt ustawy w tej sprawie.

Według KSCM uchwalenie ustawy zapewniłoby państwu corocznie około 380 mln koron (64 mln złotych) w formie potrąceń od otrzymywanych przez Kościoły 2 mld koron (334 mln złotych), a w ciągu całego okresu wypłacania odszkodowań fiskus zyskałby w ten sposób łącznie 11 mld koron (1,8 mld złotych).

Arcybiskup podkreślił w wywiadzie, że nie może wskazać swojego następcy.

- Sam nie wiem, z jakiej trójki kandydatów zostałem wybrany, a dopóki moje stanowisko nie jest zwolnione, byłoby to zbyt wczesne. Gdy sądziłem, że powinienem podać nazwisko mojego następcy na urzędzie prowincjała (czeskiej prowincji) dominikanów, to ktoś doświadczony powiedział mi tak: Jeżeli chcesz, żeby nie został twoim następcą, to powiedz jak się nazywa

 – wspominał.

Ocenił, że dobrze wykorzystał czas spędzony w więzieniu, do którego trafił pełniąc duszpasterską posługę bez państwowego zezwolenia, gdyż miał tam możność spotkań i rozmów z późniejszym prezydentem Vaclavem Havlem i pierwszym po obaleniu komunizmu ministrem spraw zagranicznych Czechosłowacji Jirzim Dienstbierem. Podkreślił, że wzbogaciły go także dwa lata służby wojskowej. Przyznał również, że myśli o spisaniu wspomnień.