Janusz Walentynowicz, syn śp. legendy "Solidarności" Anny Walentynowicz, w rozmowie z portalem Niezalezna.pl powiedział, że oglądał w telewizji prezentację i główne założenia raportu technicznego podkomisji smoleńskiej.

To nie jest kwestia wiary, ponieważ jestem człowiekiem o niższym poziomie wykształcenia niż naukowcy pracujący w podkomisji. Przyjmuję to, co mówią naukowcy i to, co zostało zaprezentowane jest bardzo wiarygodne. Oczekuję teraz na raport końcowy. Wiemy, że w Smoleńsku była ingerencja osób trzecich, że najprawdopodobniej doszło do eksplozji i nikt przy zdrowych zmysłach nie przyjmie, że był to zwykły wypadek. Samolot nie jest w stanie się tak zachować, nawet przy znacznej prędkości, przy zwykłym uderzeniu w ziemię – powiedział.

Zdaniem syna Anny Walentynowicz "diabeł tkwi w szczegółach".

Do mnie wszystko to trafia, ale może znaleźć się jakiś super mądry pan profesor w świecie, niekoniecznie dobrze życzący Polsce, który to podważy, dlatego też oczekuję na raport końcowy. Czekałem osiem lat, więc mogę poczekać jeszcze – wskazał.

Janusz Walentynowicz podkreślił, że "z olbrzymim szacunkiem odnosi się do pracy, którą wykonał pan minister Macierewicz, olbrzymie chapeau bas dla osób pracujących w podkomisji, bo wykonały olbrzymią pracę".

ZACHĘCAMY DO WZIĘCIA UDZIAŁU W AKCJI PORTALU NIEZALEZNA.PL 

UDOSTĘPNIJ raport o katastrofie smoleńskiej! Niech świat dowie się prawdy o 10 IV 2010 r.! NASZA AKCJA