Decyzja szczecińskiego sądu o trzymiesięcznym areszcie dla Stanisława Gawłowskiego to początek kampanii wyborczej PiS i polityczny atak na opozycję

- ocenił dziś lider PO. Poinformował też, że Gawłowski oddał się do dyspozycji władz partii.

Będziemy bardzo wyraźnie informować opinię publiczną - tę w kraju, ale także tę w Europie i na świecie o łamaniu standardów praworządnego państwa w Polsce. Będziemy informować Komisję Europejską i Parlament Europejski. Będziemy także rozmawiać o tym na posiedzeniu Rady Europy"

- mówił Grzegorz Schetyna.

CZYTAJ TEŻ: Ależ Schetyna wymyślił. Oto jak „odbiera” sprawę Gawłowskiego. To kompromitacja!

O skomentowanie wypowiedzi szefa PO poprosiliśmy Tadeusza Cymańskiego.

To nierozważne słowa. Trzeba pamiętać jedną rzecz: decyzję o aresztowaniu podejmuje sąd. Myślę więc, że takich sytuacji nie powinno się komentować w ten sposób. Każde działanie organów państwa można w ten sposób skomentować, jeśli ktoś ma złą wolę. Lider największej partii opozycyjnej powinien bardziej ważyć słowa. Oficjalnie wygłaszać takie opinie? To podważanie działania państwa. Materiał zgromadzony w tej sprawie będzie oceniony przez sąd. Można się z nim zgadzać, lub nie zgadzać, ale respektować te decyzje trzeba. Tymczasem przypisuje się wszystko działaniom prokuratury, jak gdyby minister sprawiedliwości wydawał werdykty i postanowienia. Nie! Robią to sądy. Tak było we wszystkich, również bardzo dramatycznych sprawach. Żyjemy w państwie, gdzie sądy decydują o tym. Myślę, że takie wypowiedzi nie są już nawet szokujące, bowiem (działacze totalnej opozycji - red.) przyzwyczaili nas do tego, że niestety szybciej mówią niż myślą

Sąd w Szczecinie zdecydował w niedzielę o zastosowaniu wobec Gawłowskiego trzymiesięcznego aresztu tymczasowego. W piątek poseł, sekretarz generalny i lider zachodniopomorskich struktur PO został zatrzymany przez CBA, następnie usłyszał w prokuraturze pięć zarzutów, w tym trzy o charakterze korupcyjnym. Dotyczą one okresu, w który Gawłowski pełnił urząd wiceministra ochrony środowiska w rządach PO-PSL. Według prokuratury polityk miał przyjąć - jako łapówkę - co najmniej 175 tys. zł w gotówce, a także dwa zegarki o wartości prawie 25 tys. zł. Zarzuty, jakie prokuratura stawia Gawłowskiemu, dotyczą też podżegania do wręczenia korzyści majątkowej w wysokości co najmniej 200 tysięcy złotych, a także ujawnienia informacji niejawnej i plagiatu pracy doktorskiej. Gawłowski wielokrotnie zapewniał o swej niewinności.

Po ogłoszeniu niedzielnej decyzji sądu obrońca Gawłowskiego mec. Roman Giertych zapowiedział złożenie zażalenia w tej sprawie do Sądu Okręgowego w Szczecinie. Wyraził nadzieję, na szybkie rozpoznanie tego wniosku.

Dziś poinformował na Twitterze:

Przed chwilą rozmawiałem z adwokatem Rafałem Wiecheckim, który zadzwonił do mnie z informacją, że jako drugi obrońca posła Stanisława Gawłowskiego nie został zawiadomiony o terminie posiedzenia aresztowanego. Sąd jawnie naruszył prawo do obrony. Pozbawienie prawa do adwokata to jedno z najcięższych przewinień sądowych. Dziwię się też prokuraturze, która zawiadamiała przez CBA o posiedzeniu sądu (też dziwny obyczaj), że wiedząc o ustanowieniu drugiego obrońcy nie dopełniła formalności.

Tak skomentował to jeden z dziennikarzy TVP: