Platforma powraca do starej propagandowej kliszy – budżet państwa traci ciężkie pieniądze z powodu ochrony prezesa PiS. Rzecz jasna ta serwowana opinii publicznej opowieść nie ma nic wspólnego z prawdą. Wszystkie partie polityczne utrzymywane są z pieniędzy publicznych. Mogą je wydawać na usługi, które związane są z prowadzeniem działalności.

Wszystko jest jawne, legalne. PO swego czasu finansowała z dotacji budżetowych wyposażanie garderoby przewodniczącego – można mieć wątpliwości, czy nowe garnitury są bardziej potrzebne do prowadzenia aktywności ugrupowania od kierowcy i ochroniarza lidera, który jest niezwykle aktywny w całym kraju. Cóż, każdy ma swoje priorytety.

Jednak nakręcanie akcji domagania się rezygnacji z ochrony dla Jarosława Kaczyńskiego ma o wiele ważniejszy kontekst niż zwykła populistyczna partyjna przepychanka. Dokonuje jej bowiem formacja – szerzej: także jej zaplecze medialne – która wykorzystywała i wykorzystuje politycznie śmierć założyciela Prawa i Sprawiedliwości, śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Śmierć, do której by nie doszło, gdyby służby kierowane przez ludzi nominowanych i zarządzanych przez Platformę strzegły głowy państwa tak, jak powinny. A one nie tylko nie przykładały się do swojego najważniejszego obowiązku, ale wręcz ostentacyjnie odstąpiły od jego realizacji, wystawiając śp. Prezydenta Kaczyńskiego na niebezpieczeństwo, które objawiło się w najbardziej dramatycznej formie. Piszę o politycznym wykorzystaniu tragedii smoleńskiej, bo przecież czołowi politycy PO zupełnie oficjalnie zrezygnowali z dochodzenia do prawdy o śmierci delegacji RP, uczestniczyli w fałszowaniu dowodów, blokowali wszelkie działania nakierowane na ustalenie przebiegu zdarzeń. Współczesna odsłona kolejnej hucpy pod hasłem „ochrona prezesa PiS” wychodzi ze środowiska, którego przedstawiciele zupełnie otwarcie wprowadzali do debaty publicznej sprawę śmierci Jarosława Kaczyńskiego. Trudno nie odnieść wrażenia, iż prawdziwym celem rozpętywanej na nowo akcji nie jest ewentualne uzyskanie jednego czy dwóch procent dodatkowych wyborców z puli elektoratu wrażliwego na populistyczne hasła, lecz stworzenie sytuacji, w której fizyczne wyeliminowanie lidera formacji rządzącej będzie realne przy użyciu nowego Cyby. To nie tylko odrażające etycznie, lecz także arcyniebezpieczne dla państwa.