Najgroźniejszy rywal Djukanovicia, biznesmen Mladen Bojanić, którego popierały partie m.in. opowiadające się za zbliżeniem Czarnogóry z Rosją, miał zdobyć 34,1 proc. głosów.

Ugrupowanie Djukanovicia - rządząca Demokratyczna Partia Socjalistów (DPS) - ogłosiła go zwycięzcą wyborów. Partie opozycyjne wystawiły w sumie sześciu kandydatów, z których trzej nie zdobyli w wyborach nawet 1 proc. głosów.

Lokale wyborcze zamknięto o godz. 20. Prezydenta wybierało 533 tys. uprawnionych do głosowania wyborców w liczącym niewiele ponad 642 tys. mieszkańców kraju, przy czym zwycięstwo w pierwszej turze zapewniało już zdobycie 160 tys. głosów. Przebiegowi wyborów przyglądało się prawie 2 tys. obserwatorów międzynarodowych i lokalnych.

Djukanović - w przeszłości aż sześciokrotny premier oraz prezydent w latach 1998-2002 - decyzję o ponownym kandydowaniu na urząd prezydencki nazwał "wyrazem odpowiedzialności za przyszłość Czarnogóry". Oceniał, że jego ewentualna porażka umożliwiłaby antyzachodniej opozycji kwestionowanie sensu członkostwa kraju w NATO i spowolniłaby starania o przystąpienie do Unii Europejskiej.

Ustępujący szef państwa, a zarazem długoletni sojusznik Djukanovicia, Filip Vujanović z DPS, zgodnie z konstytucją nie mógł ubiegać się o kolejną kadencję.

W 2006 r. Djukanović wyprowadził Czarnogórę ze wspólnoty państwowej z Serbią i skierował kraj, tradycyjnie stawiający dotąd na partnerstwo z Rosją, na drogę bliższej współpracy z Zachodem. W 2012 r. Czarnogóra rozpoczęła rozmowy akcesyjne z UE, a w 2017 została przyjęta do NATO.

Wybierany na pięcioletnią kadencję prezydent pełni w Czarnogórze głównie rolę reprezentacyjną, jednak zwycięstwo w wyborach kandydata prozachodniej DPS może wzmocnić mandat rządu Duszko Markovicia, kolejnego bliskiego współpracownika Djukanovicia, do przeprowadzenia w kraju reform koniecznych, by kraj mógł wstąpić do UE.

Czarnogóra jest podzielona na zwolenników tradycyjnych więzi z Serbią i Rosją i stronników integracji z Zachodem.