- O trzymiesięcznym areszcie zdecydował dzisiaj stołeczny sąd - poinformował Łukasz Łapczyński rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej, która wniosła o odosobnienie Piotra S. "Po wykonaniu czynności prokurator skierował do Sądu wnioski o zastosowanie wobec podejrzanego trzymiesięcznego aresztu" - powiedział rzecznik. "Sąd wniosek uwzględnił" - dodał.

Do wtorkowej akcji agentów z lubelskiej delegatury CBA doszło w Warszawie - mężczyznę zatrzymano przed jednym z warszawskich hoteli, gdzie wcześniej przyjął łapówkę.

„Jak ustali prowadzący sprawę agenci z lubelskiej delegatury CBA, za te przekazane pieniądze zobowiązał się doprowadzić do sprzedaży zabudowanej nieruchomości należącej do jednej z pomorskich firm spożywczych w upadłości. Powołał się na wpływy u syndyka masy upadłościowej tej firmy i w nadzorującym upadłość gdańskim sądzie”

- mówił Piotr Kaczorek w wydziału komunikacji społecznej CBA. Mężczyzna zapewniał, że do sprzedaży dojdzie na atrakcyjnych warunkach i korzystnej cenie – podkreślił Kaczorek.

Łapczyński wyjaśnił, że po doprowadzeniu do prokuratury mężczyzna usłyszał zarzuty tzw. płatnej protekcji, tj. powoływania się na wpływy w instytucji państwowej i podjęcia się pośrednictwa w załatwieniu sprawy w zamian za korzyść majątkową. "Jak ustalono, Piotr S. w okresie od lutego do marca 2018 r. powoływał się na wpływy w Wydziale Gospodarczym Sądu Rejonowego Gdańsk – Północ w Gdańsku i podjął się pośrednictwa w załatwieniu sprawy w tej instytucji, polegającej na umożliwieniu nabycia majątku wchodzącego w skład masy upadłości spółki prawa handlowego w likwidacji w zamian za korzyść majątkową w kwocie 300 tys. zł" - powiedział rzecznik.

Prok. Łapczyński podał, że podejrzany P. nie przyznał się do zarzucanego mu czynu i złożył wyjaśnienia.

Za przestępstwo płatnej protekcji grozi karą do 8 więzienia.

Według nieoficjalnych informacji w trakcie przeszukań w jego domu i pracy znaleziono dokumenty dotyczące innych spraw związanych z upadłością firm. Dodatkowe wątki w tej sprawie zostaną zbadane, szczególnie P. jedynie powoływał się na wpływy w sądzie, czy w istocie miał takie możliwości - wynika z nieoficjalnych informacji PAP.