Prezydent USA Donald Trump poinformował dziś na Twitterze o odwołaniu Rexa Tillersona ze stanowiska sekretarza stanu i powołaniu na tę funkcję dotychczasowego szefa Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA) Mike'a Pompeo.

CZYTAJ WIĘCEJ: PILNE: Sensacyjna decyzja Donalda Trumpa! Zmiana na stanowisku sekretarza stanu USA

Jak zauważa w rozmowie z portalem amerykanista, dziennikarz Działu Świat dziennika „Gazeta Polska Codziennie” Wiktor Młynarz, Rex Tillerson był jedną z najbardziej kontrowersyjnych nominacji Donalda Trumpa. 

Nie tylko z powodu braku jakiegokolwiek doświadczenia w dyplomacji, ale przede wszystkim z powodu swoich dotychczasowych kontaktów z Rosjanami. Jako wysoko postawiony pracownik koncernu ExxonMobil zajmował się interesami swojej firmy w Rosji, a takich rzeczy nie da się załatwiać bez nieformalnych kontaktów z kremlowską elitą. Szczególnie niepokojąca była jego zażyłość z Igorem Sieczinem, obecnym prezesem koncernu państwowego Rosneftu i liderem „siłowików” – potężnej kremlowskiej frakcji związanej z tamtejszymi służbami. Ich dacze były położone obok siebie i panowie często się spotykali, a gdy Sieczin przybył razem z Władimirem Putinem do Nowego Jorku w 2015 r., to właśnie Tillerson ich oprowadzał po mieście

- mówi Młynarz.

Jednak jak zaznacza dziennikarz, jako sekretarz stanu Tillerson nie dał żadnych powodów do zmartwień o prorosyjskość. 

Ale pokazał za to, że jest zwolennikiem kompromisowych rozwiązań, co powodowało częste konflikty z lubiącym radykalne rozwiązania Trumpem. Dodatkowo wiele jego poglądów – na przykład na kwestię Iranu czy porozumień paryskich – było bliższe tym, które promował były prezydent USA Barack Obama niż tym, które wyznawał Trump – a Tillerson nie próbował ich nawet ukrywać

- wyjaśnia amerykanista.

Pompeo to zupełnie inna historia. W Waszyngtonie cieszy się opinią jastrzębia – zwolennika polityki twardej ręki wobec Rosji, Chin czy Korei Północnej. Jest również uznawany za jednego z najbliższych współpracowników Trumpa, dzięki czemu jego nowy departament nie będzie już prowadził polityki w opozycji do Białego Domu.
Pompeo jest również modelowym przykładem twardogłowego Republikanina. Jest bardzo religijny – podczas jednego z wystąpień publicznych powiedział nawet, że jedynym ratunkiem dla świata jest Jezus. Uważa, że aborcja to zło, z którym należy walczyć ze wszystkich sił. I tak dalej. Nominowanie go na tak ważne stanowisko na pewno poprawi stosunki Trumpa z prawym skrzydłem Republikanów, nadszarpnięte ostatnio poparciem prezydenta dla ograniczenia prawa do posiadania broni

- prognozuje Młynarz.

Dziennikarz uważa, że powodów do zmiany na stanowisku szefa amerykańskiej dyplomacji akurat teraz może być wiele.

Od jakiegoś czasu na przykład mówiło się, że Tillerson prosił Trumpa o powstrzymanie się od dymisji do czasu, aż spędzi na stanowisku pełny rok. Moim zdaniem powodem jest jednak Korea Północna. Trump ma się spotkać z Kim Dzong Unem. Jeżeli uda mu się zakończyć trwającą od 70 lat zimną wojnę pomiędzy państwami na Półwyspie Koreańskim i wymóc na Unie rezygnację z atomu, to może być spokojny o reelekcję. Tillerson wygadał się mediom, że uważa, że za wcześnie jeszcze na takie spotkanie. Dodatkowo z wypowiedzi wiceprezydenta USA Mikea Pence'a, samego Trumpa i innych polityków można wywnioskować, że USA mają zamiar zająć wobec Korei twarde stanowisko – a bardziej zdecydowany Pompeo lepiej do tego pasuje niż kompromisowy Tillerson

- zaznacza amerykanista.

Wiktor Młynarz uważa, że z punktu widzenia Polski ta zmiana powinna być przyjęta z optymizmem.

Pompeo to były żołnierz, który spędził koniec lat 80. w Niemczech. Wielu amerykańskich wojskowych bało się wtedy, że Rosjanie próbując powstrzymać upadek ZSRS, ruszą na Zachód – i Pompeo zapewne zdaje sobie sprawę, jak wielkim zagrożeniem może być Rosja i jak ważna w jej powstrzymaniu jest rola państw „frontowych”. Dodatkowo jego konserwatywne poglądy powinny nastawić go przychylnie do Polski, która w USA ma opinię państwa bardzo prawicowego. Oczywiście nie można założyć, że sama nominacja wszystko załatwi za nas – ale jeśli polscy dyplomaci spróbują teraz zacieśnić nasz sojusz z USA, to powinni trafić na przychylne ucho

- uważa dziennikarz „Codziennej”.

Nominacja dla Pompeo to kolejna już decyzja personalna Trumpa, która pokazuje, że prezydent USA poważnie traktuje sojusz z Polską. Nieoficjalnie mówiło się bowiem, że Tillerson nie był zwolennikiem tego sojuszu. Miał uważać, że Polska nie jest aż tak istotna, żeby ryzykować dla niej popsucie stosunków z Rosją i Niemcami. To, jak potraktuję Polskę Pompeo, pokaże dopiero przyszłość, ale patrzę w nią z optymizmem. Zwłaszcza po tym, jak Trump odwołał nie przepadającego za Polską ambasadora i powierzył to stanowisko Georgette Mosbacher – osobie może i mało znanej, ale bardzo wpływowej wśród amerykańskich Republikanów

- podsumowuje Wiktor Młynarz.