Iranowi i krajom jemu podobnym da to na pewno do myślenia. Jeszcze w 2012 r. słynny politolog Kenneth N. Waltz nie widział w takim mechanizmie nic złego. Sądził, że im więcej głowic jądrowych, tym lepiej dla pokoju. Wszyscy będą się bowiem bali potencjalnego konfliktu. Dziś okazuje się jednak, że prawda jest bardziej skomplikowana. Atom daje rozmaitym przywódcom swoistą licencję na zabijanie, również za granicą. Kim Dzong Un niemal na pewno rozkazał rok temu otruć swojego brata Kim Dzong Nama na lotnisku w Kuala Lumpur. Niedawno dokładnie taką samą metodą, z dużym prawdopodobieństwem, posłużyły się rosyjskie służby specjalne, uderzając w byłego szpiega Siergieja Skripala i jego rodzinę w Anglii. W takich sprawach wrzawa medialna zwykle szybko cichnie, ofiary lądują w mogiłach, a polityka wraca na dawne tory. Pokój jest przecież ważniejszy niż drażnienie nuklearnych potęg.