"W różnych miastach występuje różna sytuacja" - podkreślił rzecznik rządu Steffen Seibert. "Spodziewamy się, że większość miast, w których poziom zanieczyszczeń umiarkowanie przekracza dozwolone limity, nie będzie musiała uciekać się do wprowadzania zakazów" - dodał.

Seibert powiedział też, że nowy rząd rozważy możliwość wprowadzenia niebieskich plakietek do oznaczania pojazdów wytwarzających szczególnie dużo zanieczyszczeń.

Rzecznik ministerstwa transportu podkreślił, że modyfikacje sprzętowe w samochodach z silnikiem Diesla wiązałyby się ze znacznymi kosztami oraz że muszą być proporcjonalne do wartości samochodu. Z kolei rzecznik ministerstwa sprawiedliwości zaznaczył, że konsumenci nie mogą płacić za błędy producentów.

Federalny Sąd Administracyjny w Lipsku w wydanym we wtorek wyroku stwierdził, że duże miasta mogą zakazywać wjazdu samochodom z silnikami Diesla. Orzeczenie dotyczy jedynie Stuttgartu oraz Dusseldorfu, których władze dążyły do takiej interpretacji niemieckiego prawa, by móc wprowadzić zakaz w celu walki z zanieczyszczeniem.

Sąd nie wprowadził żadnych zakazów, pozostawiając to w gestii władzom miejskim. Wezwał do "stosowania zasady proporcjonalności", zaznaczając, że wszelkie ograniczenia powinny być wprowadzane stopniowo i dopuszczać pewne wyjątki.

Przeciwko zakazowi wjazdu wypowiadał się rząd Angeli Merkel, oskarżany o bliskie powiązania z krajowym przemysłem motoryzacyjnym - przypomina dpa, oceniając, że decyzja sądu może mieć "szerokie konsekwencje" dla krajowego przemysłu motoryzacyjnego i wytyczyć drogę innym miastom w kwestii narzucenia nowych limitów.

Niemcy są największym europejskim rynkiem motoryzacyjnym. Decyzja sądu federalnego wpływa na około 12 mln z 15 mln zarejestrowanych w Niemczech pojazdów na olej napędowy i przyczyni się prawdopodobnie do znacznego spadku ich wartości - podkreśla agencja Reutera. Blisko 70 niemieckich miast przekracza unijne normy tlenków azotu.