Shailendra Kumar zatrzymuje się na skrzyżowaniu w okolicy Connaught Place w centrum Delhi. Rozgląda się uważnie i błyskawicznie wychyla się poza autorikszę. Struga czerwonej śliny długim łukiem ląduje w koszu na śmieci.

"Lata praktyki, pełna profeska!" - mówi zadowolony. Uśmiechając się odsłania poplamione czerwoną substancją zęby. "Chce pan spróbować?" - zaraz oferuje. Z małej saszetki wysypuje na dłoń jasnobrązowy proszek.

Mieszanka orzechów arekowych, tytoniu, sproszkowanej kory akacji katechu z parafiną, kruszonego wapienia, proszku cytrynowego i innych substancji smakowych nazywa się gutka. Wkłada się ją między dolną wargę a zęby. Od pięciu lat jest zakazana w Delhi.

"Wszędzie można ją kupić" - potwierdza Mohan Yadav, sprzedawca z małego kiosku w okolicy stacji metra na Connaught Place. "Policja też ode mnie czasami kupuje" - mówi, wskazując na samochód policyjny zaparkowany 20 metrów dalej.

W tej okolicy ściany pobliskich kamienic wybudowanych jeszcze przez Brytyjczyków, tak samo jak wielu sądów i instytucji państwowych, są poplamione na czerwono. Nie pomagają nawet obrazki bogów umieszczane przez właścicieli nisko na ścianach, w rogach budynków i na klatkach schodowych.

Mohan tłumaczy, że gutkę kupują zazwyczaj kierowcy riksz i taksówkarze, robotnicy, a od święta nawet studenci.

Najtańsza kosztuje zaledwie kilka rupii, średnia 10 (0,5 zł), a najdroższa ok. 40 (ok. 2 zł).

"Gutka pobudza, daje kopa i trzyma przez noc" - tłumaczy Brij Kishor, taksówkarz z południa Delhi. "Mam dwie inne fuchy w czasie dnia i często w nocy jeżdżę jeszcze taksówką" - dodaje.

"Zacząłem chyba w wieku 13 lat. Ojciec nie pozwalał palić papierosów, a z gutką łatwo się schować" - opowiada Shailendra. Gutka szybko uzależnia i jest bardziej popularna niż najtańsze indyjskie papierosy bidi. "Chyba lepiej żuć gutkę, niż palić papierosy, to chyba jasne" - dodaje Kumar.

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w Indiach co roku milion osób umiera na skutek spożycia tytoniu. Eksperci szacują, że nawet 70 proc. zachorowań na raka spowodowane jest spożywaniem gutki.

Pod koniec października 2017 r. na raka jamy ustnej zmarł Rasiklal Manikchand Dhariwal. Imperium tego "barona gutki" zarabia rocznie niemal 4,2 mld zł. Zdaniem policji miał powiązania z Dawoodem Ibrahimem, największym przywódcą mafijnym w Indiach, który obecnie ukrywa się w Pakistanie.

Po długiej batalii przeciwników gutki aż 24 indyjskie stany zakazały sprzedaży używki. Zakaz musi być co roku przedłużany przez władze tych stanów. Producenci szybko jednak obeszli prawo, sprzedając składniki gutki w osobnych saszetkach, które przed spożyciem trzeba było wymieszać. W grudniu 2016 r. proceder ukrócił Sąd Najwyższy. Od tego czasu policja organizuje regularne akcje przeciw hurtownikom gutki.

"Bogaci ludzie nie spożywają gutki, dlatego jej zakazali" - mówią zgodnie Kumar i Bishor. "Nie przestaniemy jej spożywać, przecież to nasza kultura" - kończą.