Głos w sprawie zasad dzielenia pieniędzy ma zabrać szef Komisji Europejskiej, który niezwykle rzadko schodzi do dziennikarzy po cotygodniowym posiedzeniach kolegium komisarzy. Według źródła z KE, z którym rozmawiała PAP, Jean-Claude Juncker ma zaprezentować różne warianty odnoszące się do nowych wieloletnich ram finansowych w związku z tym, że dotychczasowe kontakty KE ze stolicami nie dały odpowiedzi jak mają one wyglądać.

Mające różne interesy stolice podpowiadają urzędnikom w Brukseli takie rozwiązania, które są dobre z ich punktu widzenia. Źródła unijne przyznają, że dotychczas nie da się z tych wskazówek wyciągnąć jednego wniosku i przełożyć to na propozycję nowego, wieloletniego budżetu. Dlatego KE opierając się na swojej białej księdze dotyczącej przyszłości UE (scenariusze od ograniczenia Unii do wspólnego rynku aż do tworzenia federacji) chce pokazać jakie każde z przyjętych rozwiązań (np. wspólna ochrona granic) przełoży się na wydatki z kasy unijnej.

Wiemy, że będzie mniej pieniędzy w związku z Brexitem, powoduje to pytania związane z naszymi celami budżetowymi

- podkreśliło źródło.

W marcu ubiegłego roku KE przedstawiła pięć scenariuszy reform UE i ułożenia współpracy w gronie 27 państw bez Wielkiej Brytanii. Większość z zaproponowanych opcji oznaczałaby znaczne cięcia w budżecie UE. Teraz KE chce pokazać państwom członkowskim na liczbach i procentach, jak będzie wyglądał budżet, jeśli nie będzie zmian w finansowaniu.

KE już wcześniej zapowiedziała, że nie do uniknięcia są cięcia w bardzo ważnej dla Polski polityce spójności, pytanie jednak jak głębokie one będą i czy aby zapełnić lukę stolice zgodzą się dołożyć do wspólnej kasy nieco więcej środków.

Inną z kwestii, która ma być poruszona w dokumencie jaki zaprezentuje Juncker ma być ewentualne łączenie dostępu do funduszy z przestrzeganiem wartości UE, czy praworządności w państwach członkowskich. Koncepcji takiej przeciwstawił się podczas niedawnej wizyty w Brukseli szef MSZ Jacek Czaputowicz. Fakt, że odwołanie do praworządności znajdzie się w dokumencie, którym zajmie się nieformalny szczyt UE w przyszłym tygodniu oznacza podniesienie sprawy na najwyższy szczebel polityczny.

CZYTAJ TEŻ: Kolejny szantaż ze strony KE? Praworządność warunkiem dostępu do funduszy unijnych

Odbieramy to jako nieprawny nacisk na polski rząd i na demokratycznie wybraną większość, by odstąpiła od reform, które mają postawić na nogi nasz kraj. Grozi się nam de facto karami finansowymi. Uważam, że spełznie to na niczym. Są takie naciski po to, by podburzyć polską opinię publiczną, która może czuć się zdezorientowana takim atakiem. Wydaje się tymczasem, że w Europie są pilniejsze i poważniejsze problemy niż wydumana praworządność w Polsce

- powiedział portalowi Niezależna.pl poseł PiS Łukasz Zbonikowski, pracujący w sejmowej Komisji do Spraw Unii Europejskiej.

Według źródeł PAP, KE przedstawi projekt przyszłych wieloletnich ram finansowych, czyli budżetu unijnego na okres po 2020 roku dokładnie 2 maja. Prace nad nim są szczególnie trudne w kontekście wyjścia Wielkiej Brytanii z UE i pojawienia się wydatków na nowe cele związane m.in. z migracją i obronnością. KE szacuje, że w wyniku Brexitu w rocznych dochodach UE będzie brakowało 12-13 mld euro, natomiast nowe zadania miałyby kosztować budżet 10 mld euro każdego roku.