Obejrzałem nagrania z jego wystąpień, spotkałem dziesiątki świadków jego działalności i osoby, od których domaga się pieniędzy lub które czują się przez niego oszukane. Ludzi z Polski i ze świata. Jak to możliwe, że tak wiele osób, w tym te najważniejsze w Polsce, dały się uwieść duchownemu? Cóż, chcę to sobie tłumaczyć tylko w jeden sposób – zbytnim zaufaniem i socjotechnicznymi umiejętnościami księdza. Powaga habitu i autorytet, z jakim wiąże się stan duchowny, nie pozwalały przez lata zadawać mu pytań o działalność. Nikt nie prześwietlał jego poczynań, a wszyscy za dobrą monetę przyjmowali, że oto pojawił się duchowny, który jest „po naszej stronie” – mówi jak jest: Uchodźcy? Tak, ale na miejscu. Imigranci? Załatwimy ich jak Jan III Sobieski! Do tego plany takie jak budowa sieci sklepów spółdzielczych, kin czy nakręcenia filmu o Polsce, który zobaczy każda osoba na świecie i który zarobi grube miliardy dolarów. Sprawa „rypnęła się”, gdy w swoim zapale zwrócił się do Kornela Morawieckiego o 90 tys. zł. Może myślał, że uda mu się, jak wcześniej? Że groźby rodem z piekła wystarczą? Ta historia powinna być nauczką. Wszak na naszych spotkaniach także oklaskiwano księdza i kibicowano jego mitomańskim projektom. Bez mrugnięcia okiem słuchano o wizjach sprowadzenia do Polski miliardowych inwestycji. W konsekwencji mamy niezły pasztet, a ja dodatkowo groźby, iż duchowny zgłosi mnie do ABW. Cóż, ta powinna istotnie zainteresować się jego działalnością. Póki co jest wstyd i nie ma rozliczenia 250 tys. dolarów, które panamski prezydent postanowił przekazać księdzu, zapewne licząc, że pomaga zaprzyjaźnionemu z polskimi władzami, a gest może być dobrze odebrany przez dobrą zmianę. Wstyd, oj, wstyd.