- Był to dotychczas najtrudniejszy proces notyfikacyjny zarówno pod względem merytorycznym, jak i organizacyjnym – informuje Ministerstwo Energii. Trzeba było bowiem przekonać Brukselę, że rynek mocy w kształcie, w którym wprowadza go rząd, nie ma nic wspólnego z ukrytą pomocą publiczną dla wytwórców energii elektrycznej.

Mechanizm polega na tym, że producenci prądu otrzymają pieniądze nie tylko za sprzedaną energię, lecz także za gotowość jej dostarczenia. To dodatkowe wynagrodzenie dla elektrowni ma je zachęcać do budowy i modernizacji bloków energetycznych. – To rozwiązanie zapewni stabilne dostawy prądu do gospodarstw domowych. Przyczyni się także do modernizacji polskiej energetyki – twierdzi minister energii Krzysztof Tchórzewski. Tworzenie rynku mocy oznacza inwestycje liczone w miliardach złotych.

Kontrakty na dostawę mocy będą zawierane po przeprowadzeniu aukcji. Wsparcie otrzyma ten dostawca, który zaoferuje najniższą cenę za odpowiednią ilość mocy. Polska przekonała Komisję, że przy tak ogromnych zapóźnieniach inwestycyjnych w energetyce nie wystarczy stworzenie standardowej rezerwy strategicznej.

Więcej w "Gazecie Polskiej Codziennie".