Do tej pory Kościół katolicki stanowczo się jej sprzeciwiał. W encyklice „Humanae vitae” papież Paweł VI stwierdzał kategorycznie:

Kościół (...) potępia jako zawsze zabronione, stosowanie środków bezpośrednio zapobiegających poczęciu, choćby nawet ten ostatni sposób postępowania usprawiedliwiano racjami, które mogłyby się wydawać uczciwe i poważne. W rzeczywistości między tymi dwoma sposobami postępowania zachodzi istotna różnica.

Tymczasem w styczniu br. teolog Maurizio Chiodi, członek Papieskiej Akademii dla Życia, w wykładzie na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim stwierdził, że być może ogólny zakaz antykoncepcji nie jest już na czasie i należałoby go rozpatrywać indywidualnie oraz w konkretnej sytuacji duszpasterskiej.

Włoski dziennik „Avvenire”, który jest organem włoskiego episkopatu, entuzjastycznie zareagował na ten wykład i propozycję Chiodiego podkreślając, że nauka Kościoła nie może być skamieniałością.

Wielkim echem odbiły się słowa Franciszka, które wypowiedział w 2015 r. wracając z Filipin:

Wspominałem o kobiecie, która spodziewała się ósmego dziecka, mając już siedmioro urodzonych przez cesarskie cięcie. To jest nieodpowiedzialność. Ta kobieta mogłaby odpowiedzieć: "Nie, ja ufam Bogu". Ale patrzcie, Bóg daje nam środki, by być odpowiedzialnymi. Niektórzy uważają, że - przepraszam za język - aby być dobrymi katolikami, musimy być jak króliki. Nie. Rodzicielstwo odpowiedzialne.

Ojciec Święty nie wyjaśnił, co miał ma myśli formułując tę dość krytyczną ocenę wielodzietności, ale jego słowa muszą budzić zmartwienie w zestawieniu z przeprowadzaną właśnie „reinterpretacją” encykliki Pawła VI

- podsumowuje portal swiato-podglad.pl.