Wystąpienie irlandzkiego premiera było pierwszą z serii dwugodzinnych debat plenarnych na temat przyszłości UE, w których na zaproszenie kierownictwa Parlamentu Europejskiego z jego przewodniczącym Antonio Tajanim na czele, wezmą udział szefowie państw i rządów krajów unijnych.

- Europa przyszłości musi zrobić cztery rzeczy: po pierwsze, musimy kontynuować robienie tego, co teraz robimy dobrze; po drugie, musimy skoncentrować się na nowych wielkich wyzwaniach, które są przed nami; po trzecie, część uprawnień trzeba będzie oddać z powrotem państwom członkowskim, regionom czy na szczebel lokalny. Będziemy musieli też bardziej angażować obywateli w demokrację bezpośrednią

 - mówił Varadkar podczas sesji plenarnej PE w Strasburgu.

Jego słowa o przekazaniu niektórych kompetencji unijnych z powrotem państwom członkowskim wpisują się w postulaty, jakie padają ze strony krajów Europy Środkowo-Wschodniej, a zwłaszcza Polski i Węgier.

Premier Irlandii zaznaczył, że popiera zasadę proporcjonalności i subsydiarności (zgodnie z nią wszystkie decyzje w UE podejmuje się na możliwie najniższym poziomie).

- Ci, którzy podróżują po świecie, wiedzą, że w wielu sprawach amerykańskie stany, kanadyjskie prowincje, a nawet hrabstwa czy powiaty mają większe uprawienia (...) niż państwa członkowskie Unii. Musimy przywrócić tu stosowną równowagę. Przecież nie zawsze i nie wszystko trzeba harmonizować i standaryzować

 - argumentował.

Uczestniczący w tej debacie przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker powiedział, że kwestia przekazania władzy sprawowanej teraz na poziomie UE państwom członkowskim to zasadnicze pytanie, na które trzeba odpowiedzieć również w kontekście negocjacji o unijnych wieloletnich ramach finansowych.

- Jeśli chcemy, by UE była czymś więcej niż tylko jednolitym rynkiem, musi mieć ona większy budżet. Jeśli mamy być tylko jednolitym rynkiem, to taki mały budżet wystarczy. Ale jeśli chcemy mieć straż graniczną i przybrzeżną, jeśli mamy mieć korpusy obrony cywilnej na wypadek klęsk żywiołowych, to państwa członkowskie muszą włączyć się w ten budżet

 - przekonywał szef KE.

W trakcie debaty ujawnił się spór między KE a PE. Jak poinformował Juncker, KE zaproponowała, by pod przewodnictwem jej wiceszefa Fransa Timmermansa powstała grupa zadaniowa ds. podziału kompetencji między instytucje wspólnotowe i krajowe. Szefowie grup politycznych europarlamentu odmówili jednak udziału w tej grupie.

- To poważny błąd, bo potrzebujemy PE, by mówić, jakie prerogatywy powinny wrócić do państw członkowskim

 - komentował Juncker. 

Szef europarlamentu Antonio Tajani wyjaśniał, że decyzja kierownictwa PE w sprawie odmowy uczestnictwa w grupie roboczej w sprawie rozdziału prerogatyw nie jest błędem. Zapewniał, że PE nie ma żalu do KE, ale wszystkie grupy polityczne zdecydowały, że z punktu widzenia godności i poszanowania traktatów lepiej będzie nie brać udziału w pracach tej grupy.