Katarzyna Lubnauer tłumaczy, że jej posłowie po dwóch latach zasiadania w Sejmie nie byli w stanie odróżnić pierwszego czytania od ostatecznego głosowania. Platforma Obywatelska z kolei wyrzuca posłów za to, że… głosowali w zgodzie z własnym sumieniem, a pozostawia tych, którzy wyciągnęli karty. Ale to wszystko ma także drugie, mniej zabawne dno. Otóż pokazuje, że – przynajmniej po jednej ze stron debaty – w ogóle zniknęło rozumienie tego, czym jest sumienie, jakie jest jego znaczenie. Jeśli bowiem lewica i liberałowie wyrzucają za kierowanie się sumieniem, i to ludzi, którzy zawsze głosowali w ten sam sposób, to znaczy, że uznają, iż sumienie jest czymś szkodliwym, czymś, co przeszkadza w polityce. To bardzo niebezpieczne zjawisko, bo pozbawia politykę wymiaru moralnego. Jest jednak jeden pozytyw całej tej sytuacji. Od teraz jest jasne, że kandydaci na posłów PO powinni podpisywać „Deklarację braku sumienia”, żeby potem nie było zdziwienia, że ktoś od nich owego braku wymaga.