Biorąc pod uwagę, że konkurencja nie próżnowała, a sama noc sprzyjała imprezowaniu poza domem, jest to nokaut. Nie ma wątpliwości, że stało się to głównie za sprawą sprowadzenia pod Tatry Luisa Fonsi – twórcy „Despacito”, hitu ubiegłego roku. O tym, że był to strzał w dziesiątkę, wie każdy, kto w ubiegłe wakacje przebywał gdziekolwiek od Rabki-Zdroju do Cancun. Nie wiem, jak TVP zdołało przekonać Portorykańczyka, by zamiast dowolnej plaży na świecie wybrał Zakopane. Ważne, że się udało, a krytyka jest bezprzedmiotowa. Nie można imprezy takiego kalibru „ograć” jedynie znanymi twarzami sprzed lat. Nie jest to oczywiście zarzut pod adresem „znanych i lubianych” wykonawców, bo wystarczy wspomnieć występ na tej samej imprezie legendarnego zespołu Kombi (nie mylić z Kombii) z rewelacyjnym Sławomirem Łosowskim za klawiszami (dwóch panów Łosowskich – ojciec na klawiszach, syn na perkusji). Dość powiedzieć, że zachęcony występem w Zakopanem, odszukałem koncert zespołu Kombi zrealizowany w czerwcu ubiegłego roku w ramach cyklu „9 koncertów na 9 dekad Radia Poznań”. Godzinny występ muzyków to znakomity relaks i dowód na to, że muzyka rozrywkowa ma się w Polsce dobrze, a „dobra zmiana” (dyrektorem Radia Poznań jest znany z „Gazety Polskiej” Filip Rdesiński) potrafi to świetnie ograć i docenić. Więc jeśli mam o coś pretensje do kierownictwa TVP, to o to, że „muzyczny rozkład jazdy” sylwestra ustawiono tak, że występ Kombi w Zakopanem zobaczyli tylko najwytrwalsi widzowie. Panowie wykonali zaledwie dwa utwory („Słodkiego, miłego życia” i „Za ciosem cios”), i to już grubo po północy. A gdyby tylko zamienili się miejscami z nieszczęsnym, znanym z utworu „Majteczki w kropeczki” i wspierania Waldemara Pawlaka zespołem Bayer Full… Może za rok się uda, w końcu po nokaucie pod Tatrami czas na „Za ciosem cios”.