Początkowo domagali się podniesienia nakładów na publiczną służbę zdrowia do 6,8 proc. PKB w zaledwie trzy lata. Żaden odpowiedzialny minister zdrowia nie mógł się na to zgodzić. Obecnie publiczne wydatki na zdrowie wynoszą ok. 4,6 proc. PKB, tymczasem w 2000 r. wynosiły 3,6 proc. Jak widać, w 17 lat wzrosły one o ledwie 1 pkt proc., a lekarze chcieli, by w ciągu najbliższych trzech lat wzrosły o ponad 2 pkt proc., czyli ok. 40 mld zł. To wymagałoby natychmiastowego drastycznego podniesienia składki zdrowotnej, czyli spadku płac netto lub rezygnacji z wielu wydatków budżetowych. Na szczęście lekarze spuścili z tonu i obecnie domagają się 6 proc. PKB do 2023 r., co jest już bardziej realnym postulatem. Rząd deklaruje osiągnięcie tego poziomu w 2025 r., a zatem tylko dwa lata później. Wygląda więc na to, że obie strony negocjacji się do siebie zbliżają. Oby wymiana ministra zdrowia przyspieszyła rozmowy, a nie spowolniła.