Według poniedziałkowych doniesień bułgarskich mediów w sprawę jest zamieszany dyrektor szpitala, którego zatrzymano w chwili, kiedy wynosił z placówki drogie leki przeznaczone dla pacjentów. W proceder zamieszani byli też lekarze i sieci aptek. Organizatorem akcji był Syryjczyk mieszkający od lat w Bułgarii.

W piątek premier Bojko Borisow zwołał specjalną naradę poświęconą skandalowi.

Prokuratura poinformowała o rewizjach w 60 miejscach w Sofii, Płowdiwie, Szumenie i Sliwnicy - małym miasteczku przy granicy z Serbią, przez które na Zachód szedł eksport. Tam znajdował się główny magazyn gangu.

Według prokuratury w części przypadków w szpitalach wydawano sfałszowane dokumenty o przepisaniu chorym drogich leków, których pacjenci nie otrzymywali, a lekarstwa kradziono. W innych przypadkach leki zamieniano na tańsze tureckie odpowiedniki. Leki wyłudzano z aptek na podstawie sfałszowanych recept.

Chodzi o lekarstwa, których braki pojawiały się od dawna. Głównie są to leki dla dzieci chorych na raka, cierpiących na choroby nerek i in. Znaczne ilości deficytowych leków znaleziono w magazynach gangu. Chodzi m.in. o Enbrel, Serevent, Actrapid czy Janumet, których cena w Bułgarii jest ponad trzykrotnie niższa niż w Niemczech, Wielkiej Brytanii lub Szwecji, dokąd trafiały.

Według prokuratora Iwana Geszewa dochodzenie wszczęto we wrześniu, chociaż sygnały o procederze otrzymano pół roku wcześniej. Prezes związku farmaceutów Iłko Getow stwierdził, że niektórych leków zaczęło brakować w 2014 r., o czym MSW było należycie poinformowane.

Przed wszczęciem dochodzenia telewizja publiczna wyemitowała serię reportaży poświęconych eksportowi leków przeznaczonych dla bułgarskich pacjentów, w których wymieniana była sieć aptek biznesmena i polityka Weselina Mareszkiego, obecnie pozbawionego immunitetu parlamentarzysty. Jeśli chodzi o najnowszy skandal, prokuratura nie wymieniła żadnych nazwisk.