Uchronił ich od tego Jarosław Niezgoda, który w doliczonym czasie gry strzelił gola na wagę remisu. Dośrodkował wprowadzony w drugiej połowie Cristian Pasquato, a napastnik Legii strącił piłkę głową tak, że wpadła do siatki tuż przy słupku. Kilkadziesiąt sekund później legioniści mieli jeszcze piłkę meczową, ale Maciej Dąbrowski obił jedynie słupek. 

Mistrz Polski uratował punkt w starciu z drużyną, którą po prostu miał obowiązek pokonać. Sandecja nie wygrała siedmiu poprzednich spotkań, wraz z Pogonią Szczecin strzelając najmniej bramek w tym sezonie (przed Legią miała ich na koncie tylko 14). W ostatniej kolejce Nowosądeczanie polegli aż 0:5 z Arką Gdynia. 

- Patrząc na wydarzenia boiskowe i to, że strzeliliśmy gola w końcówce spotkania, powinienem być zadowolony z tego remisu, ale nie jestem. Mieliśmy wszelkie warunki do tego, żeby tu wygrać, jednak tak się nie stało - przyznał się do porażki Romeo Jozak na pomeczowej konferencji prasowej.

Chorwat miał zastrzeżenia do postawy swoich piłkarzy. Jak przyznał, problemy na boisku mogły wynikać z braku odpowiedniej motywacji. - Wygraliśmy pięć meczów z rzędu i wygląda na to, że zaczęliśmy myśleć, że możemy wygrać bez maksymalnego skupienia. Zabrakło realizowania taktyki, a przede wszystkim koncentracji - wskazał.

Zawiodła defensywa, bo Legia straciła oba gole po błędach indywidualnych. Przy pierwszej bramce dla Sandecji błąd popełnił Inaki Astiz, który minął się z piłką. W drugiej połowie źle przy interwencji zachował się z kolei niezawodny w ostatnich meczach Arkadiusz Malarz. Przez ostatni kwadrans warszawianie musieli grać w osłabieniu, po tym jak drugą żółtą kartkę za faul obejrzał Guilherme.

- Chociaż przed meczem rozmawialiśmy o tym, na co powinniśmy uważać, że popełniliśmy te same błędy. Przeważamy, z Sandecją mogliśmy nawet zwyciężyć, ale żeby grać lepiej, musimy wyeliminować indywidualne wpadki - ocenił Kasper Hamalainen.

- Do końca jesieni pozostały nam trzy mecze. Jeśli zagramy tak, jak potrafimy, to zdobędziemy komplet oczek – zapowiedział Fin.