Jak dowodzą analitycy z think tanku Warsaw Institute, „dezinformacja jako element wojny informacyjnej dysponuje szeregiem narzędzi, wykorzystujących powszechne błędy poznawcze i specyfikę współczesnego środowiska informacyjnego. Techniki używane w poszczególnych przypadkach będą się od siebie różniły w zależności od grupy docelowej i kanału dystrybucji. Należy nadmienić także, że wiedza rosyjskich służb na temat sposobu działania danego państwa, znajomość kwestii ważnych dla jego obywateli, kultury, funkcjonujących stereotypów i wewnętrznych podziałów jest niezwykle rozległa”.

By zrozumieć to od strony użytkowania, warto przyjrzeć się, jak poglądy polityczne internautów wpływają na skłonność upowszechniania niesprawdzonych informacji. 

Firma F-Secure postanowiła to sprawdzić. Analiza (próba 600 osób) dowiodła, że choć wśród pudeł rezonansowych przodują sympatycy lewicy (35 proc.), to i prawica, i centrum mają wiele za uszami (odpowiednio 32 i 28 proc.).

Siewcami fake newsów częściej są lewicowcy (64 proc.). Użytkownicy o centrowych poglądach przodują za to w rozpowszechnianiu niezweryfikowanych wykresów (53 proc.). Na lewicy robi to 39 proc., a na prawicy 34 proc. Fake newsy o politykach to także domena „symetrystów” (54 proc.), podobnie robi jednak niemal połowa (48 proc.) lewicowców oraz 39 proc. osób deklarujących się jako prawica. Niezależnie od tego przebadano, że jedynie jedna piąta (19 proc.) internautów przyznaje się w sieci do poglądów politycznych. Bardziej wylewni są mężczyźni (25 proc.) niż kobiety (14 proc.). Z polityką nie chcą być identyfikowani młodzi ludzie. Z grupy wiekowej 15–24 lata zrobił to zaledwie co dziesiąty użytkownik, który dał do zrozumienia, jaka opcja jest mu bliższa. Bardziej trendy jest mówić, że jest się lewicowcem (27 proc.) niż centrystą (26 proc.). Do prawicowych poglądów przyznaje się 23 proc. użytkowników.