Od wczoraj jest już dostępny najnowszy numer tygodnika „Gazeta Polska”.
 

Napisał Pan na Facebooku, że Pana ostatni film „rozszerza światło w świecie ogarniętym ciemnością”. Z czego wypłynęło to Pana nagłe opowiedzenie się po „jasnej stronie”?

Znalazłem się w takim momencie, w którym uświadomiłem sobie, jaką mocą dysponuję poprzez moje filmy. Zrozumiałem, jaką odpowiedzialność niesie ze sobą fakt, że ogląda je nawet 10 mln osób. Dotarło do mnie, że kino to nie tylko rozrywka i że mogę dzięki niemu przekazać istotne wartości.

Rozumiem, że po nakręceniu tak ostro antyaborcyjnego filmu nie wybiera się Pan na żaden „czarny protest”?

Jestem katolikiem i kwestia aborcji jest dla mnie czytelna. Nigdy nie chciałem jej w moim życiu. Nigdy bym na nią nie pozwolił. Dlatego nie pojawiłem się na „czarnym marszu”, choć z drugiej strony uważam, że kobiety są naprawdę dyskryminowane w swoich zawodach. Uważam, że aktywność polegająca na artykułowaniu samych tych praw jest w porządku.

CZYTAJ WIĘCEJ: Wstrząsająca relacja reżysera „Botoksu”. Przytoczył słowa ludzi, którzy zetknęli się z aborcją. WIDEO

Vega przyznał, że wszystkie sceny, które znalazły się w filmie, nie tylko te dotyczące przemysłu farmaceutycznego, zostały wzięte z życia jeden do jednego.

Nie ma w nim niczego, co nie wydarzyło się naprawdę. Złagodziłem jedynie jedną ze scen dotyczącą interwencji domowej, gdyż pokazanie jej taką, jaka była, byłoby nie do oglądania

– stwierdził reżyser.

Cała rozmowa z Patrykiema Vegą w najnowszej „Gazecie Polskiej”.