Przed ostatnią kolejką eliminacji w strefie Ameryki Płd. Argentyna była "pod ścianą". Zajmowała szóste miejsce i aby znaleźć się w premiowanej bezpośrednim awansem czwórce musiała nie tylko wygrać w Quito z Ekwadorem, ale też liczyć na korzystne wyniki w innych spotkaniach. Dodatkowym utrudnieniem był fakt, że mecz rozgrywany był na wysokości 2850 m n.p.m., przy niskim ciśnieniu i mniejszej gęstości powietrza.

"Albicelestes" stracili bramkę w pierwszej minucie, ale hat-trick Messiego zapewnił im wygraną 3:1 i awans na turniej w Rosji z trzeciego miejsca.

"Dramatyczny, pełen emocji, niezapomniany" – napisano o wtorkowym wieczorze na stronie internetowej dziennika "La Nacion".

"Po sztylecie wbitym w 40. sekundzie, drużyna prowadzona przez Jorge Sampaolego złapała oddech i zaczęła uczestniczyć w meczu. Messi wiedział, że to jest TA noc, że mundialowy sen Argentyny zależy od jego dyspozycji – i stanął na wysokości zadania" – oceniono.

Dziennikarze serwisu internetowego dziennika "Ole" zatytułowali swoją relację, opatrzoną zdjęciem cieszącego się z bramki Messiego: "Na wysokości Boga".

"W Quito uczucie, że nie awansujemy, było wyczuwalne. To było jak granie z toną materiałów wybuchowych na plecach, ale na szczęście eksplodował tylko Messi. Był wszechmocny na wysokości prawie 3000 m i zabiera nas do Rosji" – cieszył się sprawozdawca.

Argentyna wygrała mecz w Ekwadorze po raz pierwszy od 2001 roku. Od tego czasu poniosła tam dwie porażki i raz zremisowała.

"Wygraliśmy przekonująco tam, gdzie zwycięstwo jest zawsze trudne, prawie niemożliwe. Całe szczęście, że Messi jest Argentyńczykiem. Pomogliśmy mu zakwalifikować się do mistrzostw świata" – powiedział na konferencji prasowej selekcjoner Sampaoli.

"Albicelestes", finaliści mistrzostw w Brazylii przed trzema laty, brali udział we wszystkich mundialach od 1974 roku włącznie. Oprócz nich miejsce w Rosji wywalczyły także Brazylia, Urugwaj i Kolumbia, a w barażu z Nową Zelandią zagra Peru.