Gdy Rada Obrony Państwa ogłosiła powszechną mobilizację, do Armii Ochotniczej  zaczęli masowo zgłaszać się harcerze. Drużyny przerywały obozy i ruszały do punktów werbunkowych. Odwołano wyjazd na Zlot Skautowy w Londynie, a do jego organizatorów wysłano depeszę: 

Polscy skauci nie mogą przybyć na Jamboree, ponieważ pomagają bronić cywilizacji.

 

W związku z tak licznym zgłaszaniem się młodzieży harcerskiej gen. Józef Haller, dowódca Armii Ochotniczej, objął także funkcję Przewodniczącego Związku Harcerstwa Polskiego.

Do walki w wojnie polsko-bolszewickiej stanęło ponad 20 tys. harcerzy (6 tys. w służbie frontowej, a ok. 15 tys. w służbach pomocniczych). Zezwolono, by oddziały składające się z harcerzy nosiły przydomek harcerski, a skauci mogli do mundurów wojskowych przypiąć także krzyż harcerski.

Gen. Haller wspominał: 

Zachowanie się harcerzy było bez zarzutu. Bardzo wielu z nich pamiętam, choć ciężkie rany odnieśli, choć bardzo osłabieni, o tem tylko myśleli, ażeby wrócić jak najprędzej na front. A dwa tylko pytania najczęściej zadawali: jak Sprawa stoi, czy bolszewicy odpędzeni, i drugie pytanie: o rodziców.

 

Harcerz Lech Dymecki przeszedł cały szlak wojenny wojny z bolszewikami – od Cytadeli Warszawskiej aż do Grodna. 

Mieliśmy już dwie lekcje i wiem, jak się nazywają poszczególne części karabinu, jak się go rozbiera i składa.

 

– donosił kuzynom w jednym z pierwszych pism.

Początkowo pisał listy codziennie, później obowiązki nie pozwalały mu na regularne zapiski. Swoje wiadomości adresował do rodziny siostry ojca, cioci Tekli Iwanowskiej w Kaliszu, a ona przez Prusy Wschodnie przesyłała je do rodziców żołnierza. Młody mężczyzna w prosty sposób opisuje swoje spostrzeżenia i odczucia z udziału w walkach, które są świadectwem odwagi, ogromnego patriotyzmu i bezgranicznego oddania słuszności sprawy. Listy są również skarbnicą informacji o tym, jak w rzeczywistości wyglądał los żołnierzy na froncie. Lech Dymecki opisuje wszystko bardzo szczegółowo. 


Z aprowizacją też nie jest tak źle. Dostajemy na dzień po ćwierć bochenka dobrego chleba, rano i wieczorem kawa czarna, ale trochę słodzona, całkiem znośna. Na obiad zupa, grochówka lub krupnik, następnie kluski lub śledzie. Dziś oprócz grochówki i śledzia dostaliśmy (porcja aż za duża, nie mogłem zjeść) po 2 jaja na twardo.

 

– pisał. 

Nie brak tu także opinii żołnierza na temat współtowarzyszy walk oraz wzmianek o sytuacji, jaka panowała w mijanych przez Armię miejscowościach, np. o nastrojach społeczeństwa. W treści korespondencji odnajdziemy szczegóły przebiegu walk i wydarzeń na froncie, czasem zapisane w krótkiej formie na kartce pocztowej, a czasem jest to długi opis zajmujący wiele stron papieru listowego.