– Ewangelia mówi o wąskich drzwiach, ale są to zawsze drzwi otwarte – twierdził i przekonywał, że homoseksualista może żyć rozpustnie albo nie, i że to samo dotyczy każdej orientacji. Reakcja na to kazanie najwyraźniej skłoniła jednak biskupa do częściowego wycofania się z jawnie heretyckich słów. Tydzień później biskup podkreślał w oświadczeniu, że pozostaje wierny nauczaniu Kościoła na temat homoseksualizmu, aktów homoseksualnych, a kazanie było skutkiem przeczytania statystyk o samobójstwach wśród homoseksualistów. – Chciałem ratować życie, przezwyciężając przesądy, które skłaniają do jego odbierania – mówił. Po co o tym piszę? Bo to niestety nie pierwszy raz, gdy biskup chce być bardziej miłosierny od Pana Jezusa, a do tego miłosierdzie sprowadza do dobrego samopoczucia grzesznika, a nie do tego, by ofiarować mu zbawienie. I to jest bardzo niebezpieczne zjawisko.