Informację o aktualnej sytuacji w województwie przekazał dziennikarzom dziś po południu, na konferencji prasowej zorganizowanej w siedzibie pomorskiej PSP komendant pomorskich strażaków st. bryg. Tomasz Komoszyński.

Poinformował on, że ze skutkami trąby powietrznej, która przeszła przez województwo słuzby mają "do czynienia praktycznie we wszystkich powiatach województwa pomorskiego”.

Pracy mamy nadal bardzo dużo. Interwencji będzie na pewno w sumie kilka tysięcy

– zaznaczył Komoszyński.

Przypomniał, że największe straty i największe spustoszenie trąba wyrządziła w powiecie chojnickim, gdzie - jak przypomniał zginęło pięć osób, w tym dwie dziewczynki – uczestniczki obozu harcerskiego w miejscowości Suszek.

Nasze największe działania dotyczyły właśnie tego obozu

– powiedział Komoszyński wyjaśniając, że straż miała bardzo duże problemy z dotarciem do tego miejsca.

Jak poinformował komendant, strażacy próbowali dotrzeć do miejsca obozu z trzech stron, ale „wszystkie drogi były praktycznie zatarasowane powalonymi drzewami”.

Części sprzętu musieliśmy przemieścić tam ręcznie, bez użycia ciężkiego sprzętu. Udało się tam dotrzeć, udało się udrożnić jedną z dróg i przeprowadziliśmy ewakuację wszystkich uczestników obozu

– poinformował Komoszyński.

Niestety, dwie dziewczynki w wieku 12 i 14 lat poniosły śmierć na miejscu spowodowaną powalonym drzewem na ich namioty

– powiedział Komoszyński dodając, że 27 innych osób, przebywających na obozie w Suszkach, w większości dzieci, zostało poszkodowanych.

Dwie osoby miały poważniejsze obrażenia

– wyjaśnił komendant dodając, że jedna z tych osób doznała złamania podudzia i lekkich obrażeń wewnętrznych, a w druga - urazu kręgosłupa. Komoszyński dodał, że życie żadnej z nich nie jest zagrożone.

Stworzyliśmy miasteczko namiotowe w najbliższej miejscowości, do którego najpierw przewieźliśmy wszystkich uczestników. Potem tam odbywała się szczegółowa segregacja poszkodowanych i zostały one odwiezione do kilku szpitali na terenie województwa

- dodał Komoszyński.

Maciej Stęplewski z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku poinformował, że na terenie obozu w Suszku pracowała grupa dochodzeniowo-śledcza z prokuratorem.

Na miejscu zabezpieczono ślady, były też przeprowadzone oględziny terenu, jak i zwłok

– powiedział Stęplewski. Jak zaznaczył, działanie śledczych ma „doprowadzić do tego, żeby wszystkie wątki sprawy, w tym ewentualne zaniedbania, zostały dokładnie zbadane”. Śledczy mają też badać, „jak doszło do tego, że tyle osób zostało rannych, a nade wszystko, dlaczego zginęły dwie osoby”.

Stęplewski poinformował, że rolą policji było także zorganizowanie pomocy psychologicznej dla dzieci z obozu w Suszku.

Komendant Komoszyński poinformował też, że w sobotę wczesnym popołudniem straż miała też informacje o kilkunastu innych poszkodowanych na terenie województwa.

Niektóre osoby zostały poszkodowane na skutek wiatru, ale część odniosła obrażenia także przy usuwaniu skutków nawałnicy. Mamy między innymi dwóch strażaków z ochotniczej straży lekko poszkodowanych przy tych działaniach

- poinformował Komoszyński

Wyjaśnił, że trudno ocenić straty materialne, jakie spowodowała nawałnica, ale „na pewno straty będą bardzo duże".

Mamy informacje o ponad 120 uszkodzony dachach na budynkach, zerwanych jest też około 60 linii energetycznych, uszkodzonych zostało kilkanaście dróg. Ze względu na to, że drzewa wyrywane były z korzeniami, powodowały w ten sposób uszkodzenie nawierzchni dróg

– mówił też Komoszyński.

Część Borów Tucholskich właściwie przestała istnieć

- powiedział również wyjaśniając, że w niektórych miejscach „po drzewach pozostały tylko kikuty”. Dodał, że w jego ocenie padło przynajmniej kilkadziesiąt hektarów lasów.

Zaznaczył, że w działaniach po nawałnicy brali udział właściwie wszyscy strażacy z pomorskiej Państwowej Straży Pożarnej z terenu województwa, a komendant główny PSP skierował też na Pomorze Centralny Odwód Operacyjny.

Byli to podchorążowie Szkoły Pożarniczej, a także między innymi strażacy z jednostek z województwa zachodniopomorskiego i mazowieckiego

- powiedział Komoszyński dodając, że w tej chwili straż ma wystarczające siły do dalszych – nadal prowadzonych prac przy usuwaniu skutków nawałnicy.

W sobotę popołudniu do szkoły w Nowej Cerwki, w której umieszczono dzieci z ewakuowanego obozu w Suszkach, pojechał wojewoda pomorski Dariusz Drelich. Poinformował on, że na miejscu ma pojawić się także wojewoda łódzki.

Drelich dodał, że na terenie objętym nawałnicą zostaną wykonane badania wody wyjaśniając, że ubocznym skutkiem nawałnicy mogło być także zanieczyszczenie źródeł wody.

Najważniejsze jest to, żeby zabezpieczyć te zerwane dachy. Nasze magazyny są uruchamiane do tego, żeby dostarczyć materiał, który pozwoli zabezpieczyć te dachy

– powiedział Drelich dodając, że jest to ważne, bo w najbliższych dniach można się spodziewać kolejnych opadów deszczu, a zabezpieczenie pozwoli zmniejszyć straty.

Dla nas z pewnością bardzo wysokie koszty będą związane z remontami dróg, bo one zostały pewnie w dużej części uszkodzone. Często są to drogi powiatowe i gminne

– zaznaczył Drelich.

Zwrócił się też z apelem do organizatorów imprez na Pomorzu, aby wzięli pod uwagę, do jakiej doszło tragedii.

Mój apel, żeby wykazać solidarność, żeby mieszkańcy Pomorza zrobili to, co mogą zrobić, czyli przynajmniej dzisiaj nie urządzać uroczystości, zabaw, bo to jest bardzo smutny moment na Wybrzeżu

– powiedział wojewoda składając też kondolencje rodzinom ofiar.

Drelich dodał też, że w ramach działań prewencyjnych służby wojewody mają przyjrzeć się miejscom, gdzie wypoczywają dzieci.

Już podjęliśmy taką akcję, żeby sprawdzić wszystkie miejsca wypoczynku. Jak wiemy województwo pomorskie jest w okresie sezonu: przyjeżdżają setki tysięcy turystów. Musimy im zapewnić bezpieczeństwo

– powiedział.

Poza dwoma harcerkami, które zginęły w Suszku, wśród ofiar nawałnicy znaleźli się 48-latek, który został przygnieciony przez drzewo w miejscowości Zapora, 29-letni mieszkaniec Warszawy, który nocował w miejscowości Swornegacie w namiocie przygniecionym przez wiatrołom oraz 56-letnia kobieta – mieszkanka Zielonej Huty przygnieciona przez komin, który zawalił się wraz z częścią domu zburzoną przez padające drzewo.