Co ciekawe, to najsłabszy wynik złotego medalisty w historii finałowych konkursów lekkoatletycznych mistrzostw świata. - Starałem się rzucić 80 m, ale to koło jest strasznie oporne, nie chciało się szybciej zakręcić nogami. W ostatnim próbie złapały mnie jeszcze skurcze. Byłem już tak rozkojarzony, puściło napięcie i jeszcze łydki zaczęły szarpać, więc nawet sobie odpuściłem - skomentował Polak swój wynik.

Fajdek, mówiąc o powrocie na odpowiednie miejsce, nawiązał do nieudanych igrzysk w Rio de Janeiro - w Brazylii był faworytem, a nawet nie wszedł do finału. Bardzo przeżył tę porażkę. Teraz wyrównał medalowe rachunki i już myśli o kolejnych MŚ, które odbędą się za dwa lata w Dausze. Ma też nadzieję jeszcze raz reprezentować Polskę na igrzyskach i w końcu przywieźć z nich medal.

Kolejny start Fajdek ma zaplanowany 15 sierpnia w Memoriale Kamili Skolimowskiej w Warszawie i zapowiedział, że postara się na PGE Narodowym poprawić własny rekord Polski.