Wraz z Grzegorzem Schetyną podlizywać się młodzieży ruszyli m.in. Borys Budka, Bartosz Arłukowicz, Kinga Gajewska. Akcja była tak grubymi nićmi szyta, że zirytował się nawet radykalny antypisowiec Zbigniew Hołdys, który wprost skomentował na Twitterze: „To jest pierwsza w historii polityczna agitka na Woodstocku”. Moim zdaniem to nieco nieprecyzyjna uwaga – na Przystanku Woodstock od lat agituje się za liberalnymi elitami najlepszej z możliwych III Rzeczypospolitej. No ale faktycznie, takiej politycznej próby wazeliniarstwa jak Przystanek Grzegorz jeszcze tam nie widzieli. Platformersi podobno podpisali „u Jurka” deklarację europejskich wartości. Ale po co było marnować tusz – ich katalog, czy może nawet cennik wartości, wszyscy już dobrze znamy, także dzięki kolejnym i kolejnym nagraniom z restauracji Sowa i Przyjaciele.


Niefart szefa Platformy


Schetyna ma chyba ewidentny niefart jako szef PO (a może po prostu Radek Sikorski trafił z charakterystyką osobowości), ponieważ cały misterny plan z polityczną agitacją na tegorocznym Przystanku Woodstock poszedł się... bawić gdzie indziej. Seksistowska i chamska wypowiedź Jerzego vel Jurka Owsiaka pod adresem poseł Krystyny Pawłowicz sprawiła, że obecność Przystanku Grzegorz na Przystanku Woodstock zeszła medialnie na bardzo odległy plan. A jeśli ktoś ją kiedyś w przyszłości skojarzy, to prawie na pewno na zasadzie: „a, to było wtedy, gdy Owsiak dostał zewsząd opiernicz za głupie wypowiedzi o Pawłowicz”. Czyli zdecydowanie marne konotacje. Na marginesie: swoją wypowiedzią i taktyką „idę w zaparte” szef Przystanku Woodstock zdołał zirytować nawet te osoby, które szczerze kibicują nie tylko jemu, ale wszelkiej antypisowskiej aktywności.


Warto przy tej okazji zwrócić uwagę na szerszy problem. Bardzo różne źródła zgodnie donoszą, że marną wypowiedź Jerzego Owsiaka o poseł Pawłowicz młodzież przyjęła salwami śmiechu. Ta sama młodzież gromkimi brawami witała Roberta Biedronia. Mamy do czynienia ze zjawiskiem, które roboczo można nazwać stereotypizacją tolerancji: jej laicka, liberalna i lewicowa interpretacja odsyła do uznania tych mniejszości, którym szczególną uwagę poświęcają intelektualiści tych opcji. Zwulgaryzowana wersja takiej tolerancji prowadzi do smutnego zjawiska, gdy z jednej strony „toczy się bekę” z osób, które nie przystają do wzorca, z drugiej niemal fanatycznie pilnuje się stylu wypowiedzi w stosunku do środowisk zaopiniowanych jako właściwy podmiot tolerancji.


Feministki po stronie poseł Pawłowicz


Trzeba też uczciwie i mocno podkreślić, że wypowiedź Jerzego Owsiaka – co powinny sobie zakarbować środowiska prawicy – mocno skrytykowała znaczna część świadomych znaczenia swoich przekonań feministek, mężczyzn i kobiet o lewicowych poglądach. Myślę, że dobrze by było, gdyby na prawicy nieco częściej gościła myśl, iż także „straszne feministki” mają swoją rację, zamiast atakować je z pomocą bardzo uproszczonych opinii na temat ideologii gender. To w ogóle temat do szerszej dyskusji, który czasem zresztą wraca także w publicystyce konserwatystów, że ideowa prawica i lewica mogą wspólnie występować przynajmniej przeciw niektórym współczesnym zjawiskom kulturowym, choćby związanym z przedmiotowym traktowaniem kobiet w reklamie.


Wróćmy do głównego tematu niniejszego felietonu. Jakiś czas temu pisałem w „Codziennej”, że Jerzy Owsiak jest bodaj jedynym człowiekiem, który zapewnia liberalnemu establishmentowi jakikolwiek kontakt z plebejską młodzieżą. Akcja Przystanek Grzegorz w pewnym stopniu potwierdza tę tezę: odnieść można wrażenie, że PO postanowiła skonsumować „sądny tydzień” w woodstockowym otoczeniu. Tylko że popkulturowo-ideowy przekaz Owsiaka realizowany w znacznej mierze z pomocą Akademii Sztuk Przepięknych, czyli najważniejszego forum przekazu pozamuzycznych treści na Przystanku, automatycznie nie zmienia młodzieży w elektorat Platformy. Po pierwsze, nawet nastawiona antypisowsko duża część młodych jest programowo apolityczna, co przekłada się na bardzo prosty manifest niezainteresowania – nieuczestniczenie w wyborach.


Po drugie, choć to hipoteza robocza, jakaś część bywalców Przystanku Woodstock zgodnie z ogólnymi trendami to osoby z różnych przyczyn i pod różnymi względami sympatyzujące z kukizowcami, narodowcami i PiS-em – w każdym razie na muzycznych portalach społecznościowych newsy poświęcone Przystankowi Woodstock często były opatrzone komentarzami wprost wykpiwającymi PO czy Grzegorza Schetynę. Młodsi wcale nie mają krótkiej pamięci i naprawdę kojarzą, kto rządził Polską przez lata. Więcej, powiem brutalnie: gdyby niektórzy politycy PiS-u sami nie mieli frajdy z wojenki z Owsiakiem, to rządząca obecnie partia części przystankowej młodzieży w ogóle nie kojarzyłaby się negatywnie.


Nocny Kochanek dobrze się bawi


Po trzecie wreszcie, duża część ludzi przyjeżdżających na Przystanek Woodstock chce po prostu dobrze się bawić (niekoniecznie tak dionizyjsko i arcyhedonistycznie, jak to sobie czasem niektórzy projektują). Moja znajoma koordynowała na tegorocznym Przystanku Woodstock spotkanie fanów cieszącej się coraz większą popularnością kapeli Nocny Kochanek wykonującej mniej lub bardziej pastiszowe utwory, stylem nawiązujące do klasyki cięższego rocka i heavy metalu. Zespół zagrał w tym roku na przystankowej dużej scenie. Dla jego fanów oraz wielu innych osób Przystanek Woodstock to po prostu święto muzyki, zawieranych przyjaźni i znajomości, letniego wypoczynku. Nie jest tak, że każdy, kto jeździ na PW, z miejsca kupuje całą owsiakową ofertę ideową – więcej, wśród samych bywalców festiwalu w Kostrzynie nad Odrą jest całkiem wyrazista grupa ludzi, którzy mówią: Przystanek – tak, Owsiak – raczej nie.


Także dlatego Grzegorz Schetyna na Przystanku Woodstock wyglądał jak spocony komiwojażer (przyznają Państwo, jestem grzeczniejszy w porównaniach od Radka Sikorskiego), który z kiepskim towarem od drzwi do drzwi wędruje w coraz dziwniejsze dla siebie okolice. W roli „wyluzowanego pana Grzegorza” szef PO trochę budzi politowanie, a trochę rozbawienie, choć warto docenić wysiłek człowieka, który musi udawać, że w ogóle wie, co się tutaj śpiewa. Gdyby przewodniczący Platformy stanął pod namiotem Akademii Sztuk Przepięknych z kapeluszem (boczkiem, boczkiem, ale do przodu!), pewnie uzbierałby wśród młodzieży więcej grosiwa niż głosów. No ale mamy w końcu wakacje, może Schetyna faktycznie potrzebował nieco atmosfery rock’n’rollowego piwowiska przed zapewne ciężką dla siebie politycznie jesienią.


A swoją drogą trudno nie odnieść wrażenia, że elektorat wysiądzie z tramwaju Platforma na przystanku zwanym Grzegorz.