W Dodatku GP Historia Bitwa Warszawska znajdą Państwo m.in. artykuł „Widmo krąży nad Europą, widmo komunizmu”, Tomasza Panfila z Biura Edukacji Narodowej IPN w Lublinie, w którym przywołuje on takie zaskakujące słowa Marksa


Istnieje jedna tylko alternatywa dla Europy: albo azjatyckie barbarzyństwo pod przywództwem moskiewskim zaleje ją jak lawina, albo Europa musi odbudować Polskę, stawiając między sobą a Azją 20 milionów bohaterów, by zyskać na czasie dla dokonania swego społecznego odrodzenia.

 


Z kolei Małgorzata Gmurczyk-Wrońska w artykule „Orzeł Biały w wojnie z bolszewikami” pisze o obliczach propagandy po obu stronach frontu. O tym, że bolszewicy równolegle z działaniami militarnymi przeciwko Polsce prowadzili zmasowaną akcję propagandową mającą uzasadnić ich działania. 

W cieniu bitew wojskowych toczyła się wojna propagandowa. Pojęcie propagandy ma współcześnie raczej zabarwienie negatywne. Mieści się w nim zwykle jakieś niedopowiedzenie czy uwypuklenie mniej istotnych spraw. W 1920 r. było podobnie, ale tylko w pewnym stopniu. Istniała zasadnicza różnica pomiędzy polską a bolszewicką propagandą: przekaz polski miał zabarwienie patriotyczne, to była obrona dopiero co zdobytej niepodległości, przekaz sowiecki uzasadniał przede wszystkim agresję bolszewików na ziemie polskie. 

 

Tomasz Łysiak w tekście „Harcerz goni bolszewika” przypomina, że w  bohaterskiej obronie Warszawy roku 1920 brały udział rzesze młodych ludzi, uczniów klas gimnazjalnych, studentów. Nie brakło też i harcerzy. Walczyli oni na froncie w trakcie całej kampanii lat 1919–1920. Bitwa zwana Cudem nad Wisłą była punktem kulminacyjnym ich wojennej epopei. Tomasz Łysiak przybliża „Pamiętnik Wojenny Harcerza 1918-1920” Aleksandra Ordży Dawida.


Młodziutki, siedemnastoletni chłopak poznał wszystkie okropności wojny. Widział trupy i śmierć. I bestialstwo bolszewików, którym był wstrząśnięty, bo Rosjanie nie znali litości i nie szanowali niczego. Zostawiali za sobą grozę i zniszczenie. Ale jednocześnie doświadczał uczucia wspólnoty – Legiony to była brać połączona najsilniejszymi więzami. 
W końcu doszło do bitwy o Warszawę. Młody kapral Dawid (dostał swój pierwszy awans w trakcie zmagań wojennych) zapisał w pamiętniku, podkreślając zdania: „Rozgrywka ta ma tem donioślejsze znaczenie, że decyduje nie tylko o losie Polski, lecz również o losie całej Europy. Nam, Polakom, przypadł w udziale niezmiernie trudny do spełnienia obowiązek uchronienia od >>czerwonego<< zalewu nie tylko naszego kraju, ale i całego Zachodu. Jeżeli zwyciężymy, nasi zachodni sąsiedzi mogą wieść w spokoju swe życie kulturalne, jeśli nie podołamy, wówczas biada nam i im”. Oto był ciężar, jaki wzięli na swoje ramiona żołnierze i ich Wódz.

Wreszcie Piotr Dmitrowicz w artykule „Po trupie pańskiej Polski" opisuje bestialskie okrucieństwo Rosjan.

Ta fanatyczna tyrania miała niespotykany w dziejach charakter i skalę brutalności. Czerwonoarmiści dopuszczali się mordów zarówno na jeńcach wojennych jak i na ludności cywilnej nie oszczędzając kobiet i dzieci. Bagnety na których – w słynnym rozkazie Michaiła Tuchaczewskiego – miano nieść szczęście i pokój masom pracującym spływały krwią mordowanych Polaków. Wśród sowieckiej dziczy prym wiedli żołnierze 1 Armii Konnej Siemiona Budionnego, którzy nawet wśród swoich budzili grozę i przerażenie. Zamordowany w 1940 r. Izaak Babel politruk i dziennikarz wojenny przy Konarmii Budionnego tak o tym pisał w swoich opowiadaniach: „Błagamy, żeby nie zabijać jeńców. Apanasenko umywa ręce, Szeko bąknął dlaczego nie; odegrało to potworną rolę. Nie patrzyłem im w twarze, przebijali pałaszami, dostrzeliwali, trupy na trupach, jednego jeszcze obdzierają, drugiego dobijają, jęki, krzyki, charkot[…]”.

 

Zapraszamy do przeczytania wszystkich artykułów w najnowszym dodatku tygodnika Gazeta Polska. Historia. Bitwa Warszawska