Budapeszt leży na uskoku tektonicznym biegnącym wzdłuż Dunaju między wzgórzami Budy a peszteńską płaską częścią miasta. Dzięki temu znajdują się na jego terenie liczne źródła termalne, które zostały odkryte już w czasach rzymskich, gdy na początku naszej ery powstało tu miasto Aquincum.

Budowano już wtedy pierwsze baseny, ale Budapeszt stał się ważnym ośrodkiem kąpieliskowym dopiero w czasach okupacji osmańskiej w XVI i XVII wieku.

Dziś wśród licznych kąpielisk węgierskiej stolicy są takie, gdzie część basenów pochodzi jeszcze z czasów tureckich, są również duże kompleksy w stylu secesyjnym i neobarokowym, a także zupełnie nowoczesne ośrodki.

„W 2016 w naszych kąpieliskach było ponad 4 mln gości” – powiedziała rzeczniczka spółki zarządzającej 11 budapeszteńskimi kąpieliskami BGYH Szilvia Czinege. Jak podkreśliła, w ciągu ostatnich pięciu lat liczba gości wzrosła o milion.

Goście to nie tylko rdzenni budapeszteńczycy, ale i turyści. Z ubiegłorocznego badania wynika, że zabytkowe kąpieliska odwiedzają najczęściej Brytyjczycy, Francuzi i Amerykanie, ale wielu jest także Niemców, Włochów, Rosjan, Hiszpanów i Szwedów. Co najmniej 60 proc. zagranicznych turystów przyjeżdżających do Budapesztu odwiedza któreś z zabytkowych kąpielisk.

Najbardziej znane i najpopularniejsze są wspaniałe kompleksy: neogotycki Szechenyi (w peszteńskiej części Budapesztu) i secesyjny Gellert (w Budzie) – tam 90 proc. gości kupujących bilety to cudzoziemcy.

Gellert ma kilkanaście mniejszych i większych basenów pod dachem i na świeżym powietrzu, a Szechenyi - który jest największym kompleksem kapieliskowym w Europie - aż 21. Oryginalna woda tryskająca z gorących źródeł jest tam schładzana do niższej temperatury. Najniższa wynosi 18 stopni C, a najwyższa 40 stopni.

"Zaleca się przebywanie w najgorętszej wodzie najwyżej 5 minut. Dlatego staramy się umieszczać bardzo ciepłe i bardzo zimne baseny obok siebie, żeby można było wskoczyć do zimnej wody. To bardzo dobrze robi organizmowi, korzystnie wpływa na krążenie krwi"

- powiedziała Czinege. We wszystkich kąpieliskach są też sauny.

Jeszcze na początku XXI wieku był zauważalny trend spadkowy w popularności budapeszteńskich kąpielisk, przede wszystkim dlatego, że stopniowo wykruszało się pokolenie, dla którego chodzenie do gorących źródeł było stałym zwyczajem. „W 2010 r. kąpieliska odwiedzały już głównie osoby po 50. roku życia, stanowiąc 80 proc. gości” – podkreśliła Czinege.

„Dlatego chcieliśmy wytłumaczyć młodym, że już w wieku 20 lat warto chodzić do term, żeby wydłużyć okres, gdy nic nie będzie w ciele boleć. Chcieliśmy ich również przekonać, że kąpanie się może być wydarzeniem towarzyskim i regenerować organizm po zabawie albo w okresie egzaminów”

– powiedziała Czinege.

Zorganizowano szeroko zakrojoną akcję pod adresem młodych ludzi, proponując im różne atrakcje w kąpieliskach. Na przykład w kąpielisku Szechenyi od marca do października co sobotę odbywają się wieczory muzyczne, prowadzone przez didżeja. „Ściany zewnętrznych basenów są pięknie oświetlone, można tańczyć” – powiedziała Czinege.

Kąpieliska starają się iść z duchem czasu także pod innymi względami. Stale poszerzana jest propozycja masaży. Kiedyś w ofercie były tylko masaże lecznicze. Teraz każde kąpielisko oferuje ich całą paletę – od masaży aromatycznych, poprzez masaże kamieniami wulkanicznymi po wzmacniające masaże dla panów z wyciągiem wetiwerii. Coraz większą popularnością cieszą się też masaże dla par.

Poczyniono także inwestycje w samych kąpieliskach. Na przykład w Rudasu w 2014 r. dobudowano w miejscu dawnej rozlewni wody mineralnej, przylegającej do klasycystycznej i tureckiej części, nowoczesne skrzydło z gorącym basenem na dachu oraz piętro niżej restaurację. Ponieważ Rudas leży nad samym brzegiem Dunaju, zarówno z zewnętrznego basenu, jak i restauracji roztacza się wspaniały widok na przeciwległą cześć Budapesztu z jednej strony, a drugiej na skały wzgórz w Budzie.

„W zeszłym roku uzyskaliśmy już równowagę między poszczególnymi kategoriami wiekowymi gości” – podkreśliła Czinege. Na przykład w kąpielisku Szechenyi w 2016 r. aż 37 proc. gości stanowiły osoby do 30. roku życia, niemal tyle ile powyżej 41. roku życia (41 proc.)

Rok 2010 spółka BGYH zamknęła stratą 700 mln ft (2,3 mln euro). „W 2016 roku nasze przychody wyniosły już 11,6 mld ft (38 mln euro)(…) Stolica zabiera nam 0,5 mld ft (1,6 mln euro) argumentując to stratami, jakie generuje transport publiczny. Ale staramy się jak najwięcej przeznaczać na rozwój. W 2016 r. 5-6 mld przeznaczyliśmy na własny rozwój i przed opodatkowaniem mieliśmy 3,4 mld ft (11 mln euro) przychodu” – podkreśliła Czinege.