Wojska Obrony Terytorialnej są wzmocnieniem Sił Zbrojnych i wsparciem lokalnych społeczności; "terytorialsi" nie są "weekendowym wojskiem", które ma uświetniać defilady, lecz efektywną formacją - powiedział dowódca WOT gen. Wiesław Kukuła na konferencji "Kształt obrony terytorialnej", zorganizowanej przez Warszawski Instytut Inicjatyw Strategicznych.

Dowódca WOT podkreślał, że decyzja o utworzeniu WOT wynikała z przewartościowania sposobu patrzenia na strategiczną operację obronną. - Matematycznie policzyliśmy kwestie związane z porównaniem pewnych potencjałów (...), spojrzeliśmy historycznie na siłę sojuszy i na bazie tego wypracowaliśmy pewne wnioski. (...) Stutysięczna armia zawodowa - bez szerokiego wsparcia, umocowania społecznego, bez rozszerzenia o inne formy służby, bez powiększenia katalogu swoich zdolności - nie będzie w stanie efektywnie przeciwstawiać się zagrożeniom, które pojawiły się m.in. za naszą wschodnią granicą -- powiedział.

Dowódca "terytorialsów" przekonywał, że ważny jest wpływ, jaki WOT będą miały na społeczeństwo.

Prawie 50 tys. żołnierzy terytorialnej służby wojskowej, niemal równomiernie rozłożonych na terenie kraju, będzie pełnić służbę w charakterze czynnej służby wojskowej, będąc naocznym świadkiem codziennego życia tych społeczności

– powiedział. Ocenił, że znajdzie to odzwierciedlenie w zdolności państwa do reagowania kryzysowego, zintegruje społeczności.

Gen. Kukuła ocenił, że szkolenie WOT jest innowacyjne, a część mundurowych je krytykuje, zdając sobie sprawę, że powodzenie programów doprowadzi do konieczności przewartościowania całości systemów szkolenia wojska. Jak zaznaczył, to, co ćwiczący z WOT osiągnęli w ciągu 16 dni zajęć, szkolącym służbę przygotowawczą zabiera cztery miesiące.

Oczywiście wszystko ma swoją cenę. Odebraliśmy palmę najgorzej defilujących wojsk wojskom specjalnym i myślę, że długo nie będą zagrożeni

– żartował.


Dodał, że wynika to z przyjętych wytycznych. "Wiemy, że pięknie defilując, konfliktów się nie wygrywa" - dodał.

Pytany o szkolenie WOT, Kukuła stwierdził, że jego model przypomina te realizowane w państwach, które tego typu formacje zbudowały i gdzie funkcjonują one od lat, jak choćby Stany Zjednoczone i ich Gwardię Narodową oraz Szwecję i jej Gwardię Królewską, ale także na krajach bałtyckich, mających inne strategie obrony.

Kukuła zaznaczył, że przyjęty system zakłada, że od rozpoczęcia służby do tzw. certyfikacji i uzyskania tzw. statusu combat ready, żołnierza dzielą trzy lata i minimum 124 dni szkoleniowe. Obejmują one m.in. szkolenie podstawowe (popularna "szesnastka"), dwudniowe szkolenia weekendowe oraz tzw. szkolenie zintegrowane, poligonowe. Kukuła zaznaczył, że w określonych specjalnościach szkolenia będą rozszerzane o kilkadziesiąt dni (od 30 do 60), w skali trzech lat.

 

Kluczem do tego, by być dobrym +terytorialsem+, jest samodyscyplina – testem tej samodyscypliny jest pierwszy test sprawności fizycznej, który jest zaliczony po 10. miesiącu służby. Decyduje on o opinii służbowej

– wskazał.



Wojska Obrony Terytorialnej jako odrębny, piąty rodzaj sił zbrojnych zostały powołane z początkiem bieżącego roku. Po trzech miesiącach od tego wydarzenia Dowództwo Wojsk Obrony Terytorialnej formalnie przejęło dowodzenie nad trzema pierwszymi brygadami sformowanymi w województwach podlaskim, lubelskim oraz podkarpackim. Trzy kolejne brygady OT są obecnie formowane - dwie w woj. mazowieckim i jedna w woj. warmińsko–mazurskim. W 2018 r. rozpocznie się formowanie siedmiu brygad w centralnej części Polski, a od roku 2019 - czterech brygad na zachodzie kraju; w przyszłym roku mają zostać utworzone dowództwa brygad i pierwsze pododdziały w województwach śląskim i wielkopolskim.