Korespondencję i notatki służbowe związane z katastrofą w Smoleńsku ujawnili właśnie dziennikarze Telewizji Republika. Dokumenty to m.in. „informacja z działań w związku z katastrofą prezydenckiego Tu-154M”. Rzuca ona nowe światło na to, jak działali urzędnicy rządu PO-PSL i jak odnosi się to do ostatnich wyjaśnień po ujawnieniu wyników sekcji zwłok tragedii. Poniżej zamieszczamy skany dokumentów.

W jednym z pism czytamy m.in., że „minister Ewa Kopacz 11 kwietnia 2010 r. poleciała do Moskwy i wraz z zespołem pomagała rosyjskim patomorfologom w identyfikacji ofiar katastrofy”. Jest tam także raport z przekazania raportu końcowego rosyjskiego MAK na temat przyczyn tragedii.

Tymczasem coś zupełnie innego sugerowała Ewa Kopacz kilka tygodni temu.

Byłam tam (w Moskwie - red.), ponieważ chciałam w tych bardzo trudnych chwilach zaopiekować się rodzinami tych, którzy zginęli. Czułam, że to wyższa konieczność, obowiązek i powinność. Zostałam wyznaczona jako reprezentant rządu do spraw opieki nad rodzinami ofiar. Decyzja została podjęta na moją prośbę. To była moja jedyna rola tam na miejscu

- pisała na Facebooku 31 maja, w dniu przesłuchania jej przez prokuraturę w charakterze świadka w sprawie m.in. nieprzeprowadzenia sekcji zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej.

Po wyjściu z prokuratury Kopacz zapewniła, że w Rosji „nie wykonywała czynności związanych z Ministerstwem Zdrowia”, a pojechała jedynie opiekować się rodzinami smoleńskimi. Potem w mediach potwierdzał to m.in. Grzegorz Schetyna. Czy tak jednak było naprawdę?

Czytaj też: Kopacz i spółka powinni zniknąć z przestrzeni publicznej! „Mają krew na rękach...”

Jak wynika jednego z dokumentów, w Moskwie pracował specjalny zespół. Znajdowali się w nim ówczesny szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Tomasz Arabski, podsekretarz stanu w MSZ Jacek Najder oraz Ewa Kopacz. Zespół - czytamy w materiale - „zajmował się kwestią organizacji pomocy dla rodzin ofiar tragedii w Smoleńsku oraz ustaleniami związanymi z procedurą identyfikacji ofiar”.