Złudna jest euforia polskich internautów oraz części mediów związana z tym, że twarde stanowisko polskiego rządu ws. relokacji emigrantów odbija się szerokim echem wśród „zwykłych Europejczyków”. Narracja polskiego rządu coraz częściej staje się bowiem orężem propagandy rosyjskiej, realizującej w ten sposób własne cele.

W polskim internecie łatwo natrafić na treści opisujące kryzys związany z falą uchodźców i emigrantów z Bliskiego Wschodu oraz Afryki Północnej. Oprócz reportaży dokumentujących ten największy kryzys współczesnej Europy znajdujemy jednak najczęściej sensacyjne filmiki oraz memy, które niestety powielane są bezrefleksyjnie nie tylko przez internautów, ale i dziennikarzy. Niestety bowiem w obliczu wspomnianego kryzysu i kolejnych ataków terrorystycznych trudno odróżnić prawdę od manipulacji, a emocje i chęć podania informacji „jak najszybciej” powodują, że nie sprawdza się jej zgodnie ze sztuką dziennikarską. Tak było choćby w wypadku „Wiadomości” TVP, które wygłup francuskiego komika, rozbijającego w sklepie butelki z alkoholem i krzyczącego, że ten w czasie ramadanu nie powinien być sprzedawany, przedstawiły jako rzeczywisty atak islamistów na bezbronnego handlarza.

Chwalą nas za granicą

Innym problemem jest to, że nieprzejednane stanowisko polskiego rządu co do planów „przymusowej relokacji” do Polski uchodźców i emigrantów jest powielane za granicą już bez naszego wpływu. Oczywiście można się cieszyć z rzekomego sukcesu polskiej narracji, która zdaniem części komentatorów trafia do mieszkańców Europy „ponad głowami polityków zachodnich”. „Niemieccy internauci chwalą polski rząd za zdecydowaną postawę w sprawie przyjmowania imigrantów. Tego nie pokażą media” – napisał na Twitterze zachwycony pracownik biura prasowego Prawa i Sprawiedliwości, cytując komentarze anonimowych osób zza zachodniej granicy.

Cóż, nikt nie przeczy, że poprawność polityczna Zachodu powoduje nazywanie zamachów terrorystycznych „incydentami”, a o proweniencji kolejnych zamachowców dowiadujemy się w ostatniej kolejności, gdy do ataku przyznaje się tzw. Państwo Islamskie i już nie da się zaprzeczyć, że po raz kolejny sprawcami są islamscy fanatycy.

Stąd też trudno się dziwić, że niemający tego w swoich mediach chętnie czytają słowa takie jak premier Beaty Szydło, mówiącej, iż „Europa powinna wstać z kolan, gdyż w przeciwnym razie codziennie będzie opłakiwać swoje dzieci” czy ministra Mariusza Błaszczaka, który stwierdził, że „trzeba powrócić do koncepcji Karola Młota, który w VIII w. zatrzymał we Francji nawałę muzułmańską”. Wypowiedzi polskich polityków są przerabiane na memy internetowe, a filmy z ich wystąpień tłumaczone na języki zachodniej Europy. Ale zanim popadniemy w zachwyt, chwila refleksji. Może się bowiem okazać, że ktoś ten słuszny sprzeciw wykorzysta przeciwko nam. Prześledźmy to na konkretnym przykładzie.

Rosja i jej młodsza siostra

Prowadzony przez anonimowych internautów profil ­„Voice of Europe” swoim zasięgiem dociera do setek tysięcy użytkowników serwisów społecznościowych. Kreuje się przy tym na „demaskujący prawdę” o kryzysie Europy, podaje informacje o uchodźcach, terrorystach i politykach, którzy sobie z tym nie radzą. Ale z lubością podaje także wszelkie informacje mówiące o „twardej polityce Warszawy”, czym wprawia w zachwyt część polskich internautów.

To tylko jedna strona medalu. Już po pobieżnej analizie treści zamieszczanych przez „Voice of Europe” widać, że na pierwszy plan wybija się przekaz pokazujący alternatywę dla umierającej w konwulsjach Europy. Czytelników „Codziennej” nie powinno zdziwić, jeśli powiem, że ratunkiem na problemy Europy jest według „Voice of Europe” oczywiście Rosja, z jej nieocenionym przywódcą Władimirem Putinem.

Władca Kremla przedstawiany jest przez „VoE” za pomocą treści pochodzących z takich przekaźników rosyjskiej propagandy jak RT (dawniej Russia Today) czy Sputnik. Depesze tych ostatnich raz za razem mówią o „fałszerstwie na temat rosyjskiej aktywności w Syrii” czy „zatrzymaniach podejrzanych o islamski terroryzm”. Cytuje się słowa Putina: „Będziemy walczyli razem: Europa i Rosja muszą współpracować w działaniach antyterrorystycznych” lub inną wypowiedź rosyjskiego przywódcy, o tym, że „II wojna światowa wzięła się z braku jedności wiodących krajów”, po czym następuje wezwanie świata do zjednoczenia. Wreszcie kremlowski kagebista przedstawiany jest jako honorujący rodziny wielodzietne Orderem Rodzicielskiej Chwały. Wszystko wieńczy narracja, że włączenie Rosji w międzynarodową koalicję przeciwko terrorystom jest jedyną szansą na zakończenie chaosu w Europie. Za konieczność uważa się tam także sojusz Waszyngtonu i Moskwy. Oprócz tego – wiadomości z dzielnej Polski, młodszej siostry Wielkiej Rosji, przeciwniczki europejskiego chaosu.

Władimir obok Jarosława

W serwisie „Voice of Eu­rope” memy z Władimirem Putinem mówiącym po zamachu w Machesterze, że „społeczeństwo, które nie potrafi obronić swoich dzieci, nie ma przyszłości”, podawane są obok słów Jarosława Kaczyńskiego o konieczności „przeciwstawienia się zagrożeniom”. Wszystko w kontrze do „słabych i niewidzących owych zagrożeń” polityków z zachodu Europy. Gdy zwróciłem na to uwagę, część internautów przekonywała, że „warto wykorzystać wpływ tego typu mediów, by dotrzeć z polskim przekazem”. Nic podobnego. Nie ma nic gorszego niż sytuacja, w której polskie stanowisko stanie się częścią strumienia rosyjskiej propagandy i tak będzie postrzegane na Zachodzie.

Polska polityka zagraniczna nie może się stawać narzędziem do lewarowania kremlowskiej narracji. To zdanie jest tak oczywiste, że aż dziw, iż są w naszym kraju ludzie, którzy tego nie dostrzegają. Wbrew sobie jesteśmy tymczasem wpychani do szeregu wraz z Kremlem. Kremlem, któremu wcale to nie przeszkadza.

Działanie zamiast narracji

Stanowisko Warszawy wobec przymusowych relokacji, kryzysu uchodźczego czy zagrożenia terrorystycznego jest racjonalne i akceptowane przez większość naszych rodaków. Priorytety w postaci zapewnienia bezpieczeństwa Polakom i przesunięcia ciężaru pomocy potrzebującym na kraje, z których pochodzą (lub ościenne), są równie racjonalne. Nie można jednak zapominać o tym, że w szumie wojny informacyjnej nasze słowa mogą zostać wykorzystane do realizacji cudzych, bynajmniej nie przyjaznych interesów. Polska nie jest i nie powinna być przeciwko Unii Europejskiej i szerzej – Zachodowi. Tymczasem nie brak „innych szatanów”, którzy będą robili wszystko, by właśnie tak na Zachodzie myślano.

Jakie jest wyjście? Ano takie, że media – szczególnie prawicowe i sprzyjające polityce rządu – nie powinny bezrefleksyjnie powtarzać każdego „elektryzującego newsa”. Podobnie jest z zachwytem polityków i pracowników biur prasowych nad „popularnością polskiej narracji”, który to zachwyt momentami przypomina radość z klepania po plecach, tak przez nas krytykowaną za czasu rządów ­PO-PSL.

Last but not least – polska polityka nie powinna się ograniczać w tym wszystkim do wypowiadania chwyt­liwych formułek, ale proponować rozwiązania, które docelowo muszą stanąć na agendzie spraw europejskich. Polska narracja powinna być głosem Europy, albo przynajmniej być w niej słyszana, zamiast przydawać treści dla „Voice of Europe” i jej podobnych rozsadników kremlowskiej propagandy. To jednak zrobić dużo trudniej, niż powiedzieć „wstańcie z kolan” i wypatrywać braw anonimowych internautów.