Kraje Europy Środkowej są dla polityków starej Europy i biurokratów z Unii Europejskiej wygodnym chłopcem do bicia. Sami nie mają pojęcia, jak poradzić sobie (albo nie chcą nic zrobić) z kryzysem migracyjnym oraz szerzącym się w Europie Zachodniej terroryzmem, ale oto są Polska, Czechy i Węgry.

Wobec nich poprawność polityczna nie obowiązuje. Za zmuszaniem do przyjęcia imigrantów i propozycją ukarania naszych krajów za to, że się na to nie zgadzają, kryje się takie oto przesłanie: zobaczcie, robimy, co się da. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie oni, kmiotki ze Wschodu! Trudno się nawet dziwić takiej postawie. Z tym że to wszystko to i tak gra pozorów. Nawet gdyby te trzy kraje, dziś stawiane pod pręgierzem, przyjęły te kilkadziesiąt tysięcy ludzi, niczego by to nie rozwiązało. Problem dotyczy przecież potencjalnie nawet milionów (wywiad niemiecki mówi o 6,5 mln). Poza tym należy spytać po raz kolejny: co to znaczy „przyjąć” imigrantów z Afryki i Azji w krajach Europy Środkowej? Przecież oni tu nie chcą żyć. Jak mielibyśmy ich tu zatrzymać? Siłą, w specjalnych obozach? Przecież to bez sensu.